Cytat dnia: Nie mój cyrk, nie moje małpy

Któż tak krótko i zwięźle podsumował hit XXVII kolejki naszej kochanej Ekstraklasy?  

Podpowiedź pierwsza - jak słusznie zapewne domyśla się większość z Was, nie jest to dyrektor żadnego z cyrków biorących udział we wspomnianym hicie Ekstraklasy, czyli Legii i Wisły.

Podpowiedź druga - dżentelmen ów pracuje w konkurencji, czyli cyrku, który dybie na dwa wyżej wymienione i obecnie traci zaledwie punkt do lidera (Wisły Kraków).

Podpowiedź trzecia - jego podopieczni, w Europejskich Pucharach, osiągnęli najwięcej ze wszystkich naszych rodzimych cyrków, zaś on sam został wybrany najlepszym "cyrkowym" trenerem minionego roku (teraz chyba każdy już wie o kogo chodzi). Wspomnieć też musimy, że jest on ulubieńcem Ciach - nie tylko za to co zrobił dla swojego Lecha, ale także ze swój, ostry jak brzytwa, dowcip i złote myśli, z których niemal każda nadawałaby się do osobnego tekstu.

Niestety, z braku możliwości, wszystkimi zająć się nie możemy. Na tapetę weźmiemy zatem przynajmniej te najświeższe, czyli refleksje Franciszka Smudy po niedzielnym spotkaniu Wisła - Legia. Mecz jaki był, każdy widział. Widział i wspomniany Franz, tyle, że swoim zwyczajem emocjonować się przebiegiem spotkania nie zamierzał - choć podobno wynik (wygrana Wisły 1:0) ucieszył go bardzo. - "Skakać to ja mogę jak moi piłkarze coś sknocą. Podskoczyć to mógł aktor i poseł w jednej osobie Jurek Fedorowicz obok którego siedziałem. Po spotkaniu był wniebowzięty. On za Wisłę, bez słowa przesady dałby się pokroić." - stwierdził szkoleniowiec poznańskiego Lecha w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego. Nas najbardziej urzekła jednak odpowiedź na pytanie dziennikarzy o ocenę obrońcy Legii, Inakiego Descarga - "Nie mój cyrk, nie moje małpy." - skwitował krótko.

Teraz to my musimy przyznać, bez słowa przesady, że dałybyśmy się pokroić za Franza - w konkurencji "złote usta" jest po prostu najlepszy.

bint

Więcej o: