Gerard Pique podniebnym DJ-em

I to nie byle jakim - podobno potrafi swoimi dźwiękami postawić na nogi połowę Barcelony.  

Przy czym jak zwykle wychodzi tu nasza skłonność do przesady - mówiąc "pół Barcelony", mamy na myśli " Henry'ego, Abidala i Keitę", mówiąc "swoimi dźwiękami", mamy na myśli kompilację kilku utworów z iPoda. I tylko kwesta "podniebności" jest tu zupełnie nienaciągana. Opisane wydarzenia miały bowiem miejsce w samolocie, kilka tysięcy kilometrów nad ziemią.

Kiedy Katalończycy wracali do domu po swoim ostatnim meczu z Getafe, wielbiciel muzyki, Pique, podłączył swój odtwarzacz mp3 do systemu głośników w samolocie, którym chłopcy akurat podróżowali. Choć początkowo taki numer wzbudził protesty personelu latającej maszyny, to jednak stewardessy niedługo kazały się przekonywać urokom przeprzystojnego Pique. Jednak kiedy część z bardzo ważnych pasażerów poszła w tan, załoga lotu zmusiła Gerarda do zachowania ulubionych utworów wyłącznie dla niego samego.

Łącznie z dziewczynami z Kickette dziwimy się, jak można czegokolwiek zabraniać takim przystojnym i utalentowanym mężczyznom. Gdyby to od nas zależało, Pique mógłby podłączyć iPodowy kabelek nawet do kontaktu - o ile przy tym nie zrobiłby sobie krzywdy.

Więcej o: