Rozstrzelani - czyli podsumowanie weekendowych poczynań ciach w Polsce i w Europie

Kiedy byłyśmy małe i grzecznie bawiłyśmy się lalkami, nasi koledzy z piaskownicy preferowali zabawę w wojnę, która polegała na strzelaniu, uciekaniu i gonieniu. Jak widać mężczyźni to wieczne dzieci, bo właśnie taka zabawa odbywała się w weekend na boiskach całej Europy.  

Strzelano wszędzie: we Włoszech, Hiszpanii, Anglii, a nawet w Polsce. We Włoszech Inter nadal ucieka, a  w Anglii Liverpool szaleńczo goni. W Polsce potykają się wszyscy, strzelają nieliczni i na ogół na oślep, ale jak już się rozstrzelają, to dzieje się sporo.

Ale po kolei.

Liverpool nie przestaje nas zadziwiać, bowiem po tym jak uśmiercił Real - strzela, strzela, strzela, a lista jego ofiar wydłuża się. Wszystko po to, aby dogonić przodujący w tabeli Manchester United. W roli głównego pościgowego wystąpił Steven Gerarrd, popisując się hat - trickiem. Co prawda 2/3 tego hat tricka padło po rzutach karnych, ale nie będziemy wybrzydzać, bo t , co robi Liverpool w ostatnich tygodniach, jest po prostu niesamowite . 5:0 z Aston Villą - wynik mówi sam za siebie.

Strzelano też we Włoszech - Juve zastrzeliło Romę i to na jej własnym boisku. Zastrzeliło ją czterema golami przeciwko jednemu, przy czym gol Nedveda to absolutne cudeńko, majstersztyk i w ogóle Stadiony Świata (nawiasem mówiąc, zwróćcie uwagę na gest bodajże Iaquinty w 28., 29. i 30. sekundzie nagrania).

I tylko łezka nam się w oku kręci jak pomyślimy, iż niedługo nie będziemy już mogły podziwiać popisów złotowłosego rycerza Starej Damy. Juve goni więc Inter, ale ten zawzięcie ucieka i pewnie pokonuje wszystko, co stanie mu na drodze. Tym razem była do Reggina, pokonana 3:0, a dwie bramki zdobył...zgadnijcie kto? Oczywiście Zlatan Ibrahimovic.

W Hiszpanii, jak to w Hiszpanii - tradycyjnie strzelała Barcelona znana ze swoich strzeleckich zamiłowań. Jej mecz z Malagą można by opatrzyć tytułem "Śmierć na sześć", tyle bowiem bramek Messi i spółka zaaplikowali swoim przeciwnikom. Tym sposobem Barca uciekła Realowi, który jednak nie ustaje w wysiłkach, by ją dogonić i w tym celu swój mecz wygrał 3:0.

A w Polsce? W Polsce, jak wiadomo, mamy wysoką kulturę strzelecką, ale też głęboko zakorzeniony humanitaryzm, nakazujący nie strzelać do ludzi, ani do pustych bramek. Z tego względu mecze Legii z Górnikiem i Lecha z Arką (po których tyle sobie obiecywałyśmy) zakończyły się bezbramkowymi remisami. Żadnych skrupułów nie było natomiast w Krakowie. Derby tego miasta to jak wiadomo święta wojna,  a na wojnie się strzela. Na pierwszy ostrzegawczy strzał Cracovii Wisła odpowiedziała kolejnymi czterema śmiertelnymi. Nam oczywiście najbardziej podobał się ten, po którym Patryk Małecki zdjął koszulkę .

Jak co tydzień mamy problem z wyborem jednego, najbardziej zasłużonego ciacha weekendu, ale chyba na czoło naszych faworytów wysuwa się fenomenalny Ostatnio-Uniewinniony-Delikwent-Steven Gerarrd. Jak nie strzela, to asystuje, jest wszędzie, zawsze, a jego drugie (a może nawet pierwsze) imię to po prostu Liverpool.

Z drugiej strony bramka Nedveda nie daje nam spać po nocach, zwłaszcza gdy pomyślimy, że piękny Czech kończy karierę.

Z trzeciej strony trzeba dowartościować to co polskie i zauważyć polskie ciacho gdy zdejmuje koszulkę, więc może Patryk Małecki?

rybka

Więcej o: