Wielki powrót Galacticos?

Myślicie, że Kace, Davidowi Villi, Crisowi, Steviemu G., Xabiemu Alonso, Davidowi Silvie i Nando będzie do twarzy w bieli?  

Już za kilka miesięcy odbędą się wybory nowego prezesa Realu Madryt. Głównym i chyba najpoważniejszym kandydatem jest Florentino Perez, który raz już na Santiago Bernabeu rządy sprawował. Tak, to ten prezes, który stworzył słynny Galaktyczny Real. Teraz w razie wygranej chce swój sukces powtórzyć i już przygotował listę piłkarzy, których ma zamiar sprowadzić. Co gorsza, brzmi ona, jak koszmar kibica któregokolwiek z potężniejszych klubów w Europie prócz samych madrytczyków.  

Ambitny Hiszpan powziął sobie ambitne cele do zrealizowania - zamierza wyciągnąć swoją chciwą rękę po fantastyczną ciachową siódemkę z Kaką, Torresem, Xabi Alonso, Stevenem Gerrardem, Cristiano Ronaldo, Davidami Villa i Silva w składzie. "To niemożliwe!", "Oni na pewno nie odejdą ze swoich klubów!" , pełne oburzenia krzyczycie przed monitorami. Jednak zła wiadomość jest taka, że jak Florentino sobie coś postanowi, to zazwyczaj to realizuje to w stu procentach. Tak było kilka lat temu, kiedy wszyscy pukali się w głowę, gdy oświadczył, że sprowadzi Zinedine Zidane'a, Luisa Figo, Davida Beckhama i brazylijskiego Ronaldo. Nie minęło kilka miesięcy, jak wszyscy wymienieni biegali po Santiago Bernabeu w królewskiej bieli. I nie przeszkodziło w tym również to, że każdy w swoim klubie był najjaśniejszą gwiazdą lub, co gorsza, jak w wypadku Figo, był najjaśniejszą gwiazdą największego rywala Realu, Barcelony.

I choć bardzo chcemy wierzyć, że dla naszych ciach przywiązanie do barw klubowych i miłość kibiców jest ważniejsza od pieniędzy, ale, niestety, biznes to biznes, co inni, wyżej wymienieni i nie tylko, nam już kiedyś udowodnili. Z drugiej strony, Real wydaje się pomysłem o stokroć lepszym od słabego Manchesteru City w rękach szejków i z dwojga złego lepiej byłoby się udać w stronę Madrytu. Dla naszego ukochanego Davida Villi byłoby to całkiem rozsądne rozwiązanie - nie musiałby się rozstawać z hiszpańskim słońcem i uratowałby klub od bankructwa, a na dodatek mógłby wziąć ze sobą towarzysza w postaci swojego imiennika. Kaka już raz prawie się skusił na petrodolary, może tym razem wreszcie przekona go kolejne zero. Najtrudniej jednak będzie z naszym cudownym trio z Anfield Road. Steve w innym klubie niż Liverpool - to przecież brzmi śmiesznie. Torresik nie tak dawno deklarował, że zamierza być czerwony do śmierci, a Xavi? Pochodzi z kraju Basków i Madryt to raczej nie jego klimaty.

Ale kto wie, to właśnie Florentino Perez jest specjalistą od tego, że niemożliwe staje się możliwym. Czy teraz historia sprzed kilku lat się powtórzy? Ciacha już dziś zaczynają się modlić, żeby było inaczej. A wam, jeżeli jesteście fankami Manchesteru United, Liverpoolu, Milanu czy Valencii radzimy podobnie. Może do lata, coś wspólnie wymodlimy.

Marina

Więcej o: