Walentynki państwa Beckham

Czyli kolejny dowód na to, iż życie WAG wcale nie jest usłane różami, tylko nieustannymi lotami, drogimi kolacjami i luksusowymi prezentami.   

Walentynki co prawda dopiero w sobotę, ale dla napiętego grafika państwa DVB musiały zrobić wyjątek i przyjść kilka dni wcześniej. Wszystko z powodu odradzającej się jak feniks z popiołów kariery Davida i pędzącej jak lokomotywa kariery Victorii. W Dzień Zakochanych on szykuje się do wielkiej derbowej  bitwy z Interem, a ona zaś musi się pojawić na nowojorskim tygodniu mody. Jednakże, dla chcącego nic trudnego i Beckhamowie postanowili urządzić sobie przedpremierowe Walentynki w Londynie i spędzić ze sobą - co za rozpusta - całe 24 godziny.

David przyleciał z Mediolanu, Victoria z Los Angeles, a spotkali się w restauracji Gordona Ramsaya. Zarówno naoczni świadkowie, jak i zdjęcia , potwierdzają, że było słodko, czule i romantycznie. David miał podobno obsypywać Victorię kwiatami, prezentami i czekoladkami (których ona pewnie nie zje), zaś Victoria podobno nawet obdarzyła Davida uśmiechem. Źródła bliskie Beckhamom podkreślają, że dokładają wszelkich starań, żeby spędzać razem każdą wolną chwilę, których jednak mają jak na lekarstwo. Dlatego nawet Walentynki muszą obchodzić z kilkudniowym wyprzedzeniem. 

Ciacha nie wiedzą, co sądzić o tej sprawie. Z jednej strony, zadowolony Beckham to dobrze grający Beckham, a dobrze grający Beckham to zadowolone Ciacha. Z drugie jednak strony, widok Victorii zadowalanej przez Beckhama będzie zawsze wywoływał u nas ukłucie zazdrości i ponurej zadumy nad naszym nieszczęsnym losem. Z trzeciej jednak strony, zadowolona Victoria, to Victoria bardziej skłonna do pozostania w Mediolanie (o co od dawna apelujemy ), czyli gwarancja dobrze grającego Beckhama. I kółko się zamyka.

rybka

Więcej o: