Marcin Lijewski w najlepszej siódemce, Francuzi mistrzami świata, czyli jak to było w Chorwacji

Ciachowe podsumowania szczypiorowe okraszone olbrzymią ilością zdjęć - głównie naszych podiumowych bohaterów.  

1. Najbardziej wartościowym zawodnikiem MŚ kapituła turnieju uznała wprawdzie Chorwata Igora Vori, ale na szczęście przyznano    Najlepszymi graczami mistrzostw świata w Chorwacji oficjalnie ogłoszono:

- bramkarza: Omeyera z Francji;

- obrotowego : Chorwata Voriego;

- prawoskrzydłowego Cupicia, reprezentanta gospodarzy;

- lewoskrzydłowego Guigou, Francuza;

- lewego kołowego, Lackovicia z Chorwacji

- rozgrywającego: Francuza Karabaticia

A obok nich wszystkich, naszego Marcina Lijewskiego, jeden z największych eksportowych powodów do dumy: świetnego gracza, wspaniałego człowieka i niesamowitego przystojniaka.

On jest dowodem, że można mieć wszystko, a nawet jeszcze więcej, z którego już nie jesteśmy tak zadowolone: "więcej" bowiem to wiecznie obecna przy boku męża Justyna, która trochę zaciemnia ten idealny obraz. "Więcej" to także jednak fantastyczny, niemal równie utalentowany i seksowny brat, dlatego też bilans "naddatków" szybko się wyrównuje.  

2. Co zrozumiałe, znacznie mniejszym zainteresowaniem w naszej redakcji i chyba w całej Polsce cieszył się sam tytuł mistrza świata. Owo wyróżnienie ostatecznie powędrowało do Francuzów, którzy po ciężkiej i brutalnej przeprawie pokonali gospodarzy turnieju, Chorwatów. Piłkarze nie zawsze byli w stanie trzymać nerwy na wodzy - doszło nawet do pewnej konfrontacji pomiędzy gwiazdami obydwu reprezentacji, Nikolą Karabaticiem i Ivano Baliciem. Nie pytajcie, komu kibicowałyśmy, bo to nieważne, choć Chorwatów wpewnym momencie miałyśmy ochotę rozszarpać za odebranie nam finału, ale skończyło się na 24:19 dla "Trójkolorowych" i nie narzekamy. Tym bardziej, ze widok szerokiego uśmiechu Nikoli Karabaticia z głównym trofeum będzie doprawdy bezcennym wspomnieniem.

3. Wszyscy nasi chłopcy zasłużyli na szczególne słowa uznania za cały turniej.Nie zawsze udawało się wykonać plan w stu procentach, ale przecież nie tylko to się liczy. Było ciekawie, emocjonująco, nieprzewidywalnie i radośnie, czasami może nerwowo, ale toż o to właśnie chodzi w sporcie. O meczu z Norwegią i bramce Siódmiaka będziemy opowiadać naszym dzieciom, o boskich ciałach i twarzyczkach polskich szczypiornistów może też. Dziękujemy!

olalla

Więcej o: