Trener też ciacho - Robert Hedin

Ostatnio pisałyśmy o trenerze, który poskramiać swych nerwów nie potrafił. Dziś, dla równowagi, uosobienie spokoju i pogody ducha, czyli szkoleniowiec Norwegów - Robert Hedin.  

Natura zwykle bywa oszczędna w obdarzaniu kogoś swoimi dobrami - albo więc daje komuś urodę, albo intelekt. Czasami jednak od tej reguły zdarzają się wyjątki, a być może po prostu jest to rewanż za tych, którym, jak w przypadku trenera niemieckich szczypiornistów - Heinera Branda - nie dała ani jednego, ani drugiego. W każdym razie czasami los swymi darami obdarza w dwójnasób i takim właśnie szczęściarzem jest Robert Hedin.

Norweski szkoleniowiec nie jest wprawdzie typem słodkiego chłopca z pomalowanymi ustami, ale raczej twardym wikingiem, wprawionym w walkach na morzach i oceanach, czyli tym, co ciacha kochają najbardziej. Co prawda Hedin jest mężczyzna już dojrzałym  - w lutym  skończy 43 lata - ale lata czynnego uprawiania sportu doskonale go zakonserwowały, sprawiając, że z biegiem czasu, niczym wino, wygląda coraz lepiej (jak smakuje możemy się tylko domyślać). Bądź co bądź jest wielokrotnym reprezentantem Szwecji w piłce ręcznej i dwukrotnym srebrnym medalistą.

Najbardziej ujmujące jest jednak pogodne usposobienie Hedina, który po przegranym meczu z Polską, zamiast, wzorem wszystkich Norwegów, przyczyny porażki doszukiwać się w spisku arbitrów, z uśmiechem komplementował naszą drużynę. Wyraził również nadzieję, że biało-czerwoni zdobędą złoty medal, za co też obiecał trzymać kciuki.

Niestety, w każdej beczce miodu znajdzie się łyżka dziegciu - Hedin jest więc żonaty, a do tego ma trzech synów. Cóż, jeszcze trzech i będzie mógł stworzyć własną drużynę. Jedyne więc pocieszenie w tym, że jeśli synkowie wrodzą się do taty, to zamiast jednego Hedina na boiskach będziemy mogły oglądać aż trzech.

bint

Więcej o: