Polacy wygrywają z San Marino!

Gdzie to zapisać! Nasze pamiętniczki są już pełne skarg i wyżaleń z powodu słabej formy Polaków w ostatnich meczach reprezentacji, ale ostatecznie postanowiłyśmy, że zapiszemy wszystko tam, gdzie zwykle, czyli na Ciachach właśnie. Po półtorej godzinie niezbyt porywającej gry (wróć: gry, która jest przeciwieństwem do określenia "porywający") Biało-czerwoni pokonali najsłabszą ekipę w rankingu UEFA. Ufff.  

Niemniej jednak, nie znajdziecie u nas peanów na cześć bohaterskich "Orłów". Forma chłopaków pozostawiała jednak, zwyczajowo już w ostatnim okresie, wiele do życzenia, a największym bohaterem meczu okazał się Łukasz Fabiański, który obronił karnego podyktowanego naszym przeciwnikom w pierwszych minutach meczu. Ostatecznie, dość szczęśliwie zresztą, zakończyło się wynikiem 2:0 dla naszego zespołu, ale przecież w meczach z amatorami rezultat powinien być przynajmniej kilkakrotnie lepszy. Cóż, lepszy rydz niż nic.

Argumenty mówiące, że "przecież graliśmy na wyjeździe", a "murawa była nierówna" bawią nas do rozpuku i wydają się, delikatnie mówiąc, nieprzekonujące, gdy popatrzeć na klasę naszych rywali. Polskiej piłce nożnej potrzebne jest zdecydowane ożywienie i to jak najszybciej. Najbliższym przeciwnikiem naszej drużyny będą bowiem Czesi, których 11 października bez wątpienia nie ogramy tak łatwo jak Sanmarińczyków (na co dzień kelnerów, nauczycieli, kucharzy, etc.).

Jednym z niewielu jasnych - i zarazem ładnych - punktów polskiej reprezentacji był Robert Lewandowski (nie mylić z łysym i zawodnym wczoraj Mariuszem), który w swoim debiutowym występie w kadrze zdobył chwalebnego drugiego gola. Może będą z niego ludzie - tylko z kogo jeszcze? Z całym szacunkiem dla Leo i jego dawniejszych osiągnięć z naszymi chłopcami, świetlana przyszłość nie grozi ani samemu trenerowi, ani większości należących do drużyny narodowej graczy. I choć wiemy, że najłatwiej jest ganić i krytykować, to jednak nic oprócz żółci i gorzkich słów dezaprobaty nie wysączy się dziś z naszych ust.

Więcej o: