Wielki mecz: Brazylia - Argentyna. A zwycięzcą jest...

...Argentyna! Brawo! To było prawdziwe starcie gigantów i pomyśleć tylko, że to dopiero półfinał. W ostatnim meczu futbolu na Olimpiadzie w Pekinie zwycięzcy zmierzą się z Nigerią, która dzisiaj pokonała grającą w polskich strojach Belgię.  Cieszycie się z wyniku?  

Ciacha są zadowolone. Pełni szczęścia nie bezie jednak nigdy, gdy stają naprzeciw siebie dwie ekipy, które darzymy sympatią. Tak było i teraz: biało-niebieskie pasy przeciw żółtym Canarinhos, Messi przeciw Ronaldinho, Sergio Aguero przeciw Pato. Wynik nas zadowolił, a widowisko, w porównaniu z wieloma innymi meczami olimpijskimi, stało na naprawdę przyzwoitym, by nie powiedzieć wysokim, poziomie. Brazylijczycy to jednak już nie jest ta sama ekipa, co przed laty, gdzieś zniknęła ta para i czar ognistej samby.

Najpierw, w 52. minucie, Sergio Aguero (jak pewnie doskonale pamiętacie, jeszcze niedosżły zięć Maradony oraz równie niedoszły tatuś wnuczki piłkarskiej legendy), po wielu wcześniejszych próbach, wykorzystał nareszcie dobre dośrodkowanie i pewnie strzelił gola. W 57. minucie "Kun" poprawił rezultat, zapewne wpędzając Brazylijczyków w depresje, z której nie podnieśli się do końca spotkania. Do tego doszedł karny, strzelony przez Riquelme w 78. minucie. Na dobitkę, pod koniec spotkania sędzia pokazał dwie czerwone kartki zawodnikom brazylijskim i było po wszystkim.

Mamy nadzieję, że teraz w walce o olimpijskie złoto Argentyńczycy nie dadzą szans Nigeryjczykom. Bo jednak Messi bliższy jest naszym sercom niż Kalu Uche.

Więcej o: