Poniedziałkowe podsumowania ciachowe

Kolejny złotem znaczony dzień Polski za nami. Dzięki Leszkowi Blanikowi, znowu roniłyśmy łzy wzruszenia wsłuchując się w melodię Mazurka Dąbrowskiego. Wprawdzie trudno się było naprawdę w tą patriotyczną, podniosłą atmosferę wczuć, słuchając przekleństw Leszka i wpatrując się w jego pewny siebie uśmieszek, ale dałyśmy radę. Ale wczoraj koncentrowałyśmy się nie tylko na zachowaniu powagi przy blanikowych wyczynach. Co jeszcze nas frapowało? Przeczytacie poniżej.  

1. Blanik, mimo kąśliwych uwag wstępnych, tak naprawdę jest dla nas prawdziwym idolem. Solidny, niezawodny, twardy facet, który jest wybitnym profesjonalistą w swojej dziedzinie. Bardzo oszczędny w środkach ekspresji, a żaden ruch u niego nie jest przypadkowy. Ponadto, jak mówił komentator, "do szaleństwa zakochany w swoim synu". Człowiek sukcesu. Doskonały na życiowego partnera, tym bardziej szkoda więc, że zajęty.

2. Bracia Dołęga okazali się w pewnym sensie (nie)Dołęgami. Pokładane w nich nadzieje, szczególnie potencjał zaufania ulokowany w młodszym, Marcinie, spełzły na niczym. Wybaczamy, ale czemu wszyscy ciężarowcy nie mogą być jak Kołecki?

3. Tyczkarki, ach, te tyczkarki...Gdzie te piękne czasy, gdy choć jedna z nich, Rogowska lub Pyrek, niezmiennie lądowały na podium? Wczoraj nie udało się żadnej. Za to coraz bardziej z każdą wygraną irytująca Isinbajewa przypomniała nam, co znaczy prawdziwa kobieca zawiść. W stronę niej samej.

4. Siatkarze i szczypiorniści stały się bezsprzecznie dwoma naszymi ulubionymi wyrazami. Szkoda, że tego drugiego nie mogłyśmy zestawić w zdaniu ze słówkiem "triumf", ale remis też nas satysfakcjonuje. Dzięki temu w ćwierćfinale zagramy z Islandia, a nie z mocniejszą Danią. Losowanie zadecydowało również, że siatkarze zmierzą się w kolejnej fazie z Włochami (będzie ciężko) i Brazylią (o zgrozo!). Panowie, nasze wsparcie macie bez względu na wszystko!

5. Żeglarze nadal występują nierówno. Jakie to może być denerwujące.

6. Plawgo jest bardzo ostry , szczególnie wtedy, gdy rozdrażni go własna porażka.

7. Zawsze wiedziałyśmy, ze Chińczycy to zupełnie różna od naszej (oraz od terytorialnie nam bliskich) nacja, ale zbiorowa histeria, która miała miejsce wczoraj po wycofaniu się ze startów chińskiej gwiazdy o statusie ichniego Brada Pitta, biegacza przez płotki i mistrza olimpijskiego, Liu Xianga, przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Co za płaczliwy naród.

8. Bez Phelpsa i jego medali Igrzyska to już nie to samo. Z naszego życia zniknął jakiś pewnik, stały punkt, coś, co pozwalało nam zachować równowagę. Wczorajszy dzień bez pływania sprawił, że zaczęłyśmy nagle chodzić wspak i pisać od prawej do lewej.

9. Łzy niemieckich piłkarzy ręcznych zadziałały niezwykle poruszająco na nasze serca, kamienne zwykle wobec sportowców zza zachodniej granicy. Widać, że chłopcy Heinera Branda bardzo mocno przeżyli odpadnięcie z dalszej rywalizacji na Olimpiadzie. Męskie płacze zawsze wywołują w nas litość, więc i im się udało.

10. To już 10. dzień Igrzysk. Dopiero i aż. Już snujemy plany na szczęśliwe, spokojne życie po, a z drugiej strony z przerażeniem patrzymy w przyszłość. Gdzie indziej znajdziemy tyle ciekawych tematów?

Więcej o: