Steven Gerrard rozzłościł sąsiadów

Kaprysy bogatych gwiazd są nieodgadnione. A największy problem z nimi polega na tym, że każda ich zachcianka, nawet ta najbardziej irracjonalna i ekstrawagancka, może być spełniona. Dlatego megasiłownię piłkarza Liverpoolu, jaką przez ostatnie osiem długich miesiącach budował na tyłach swojego pięknego i przestronnego ogrodu w nadmorskiej posiadłości w Formby, należy raczej potraktować jako bardzo skromną fanaberię.  

Mało to jednak obchodzi sąsiadów Anglika, którzy jak tylko zorientowali się, co się święci, zaczęli składać protesty i stwierdzili, że nie życzą sobie takich samowolnych działań ze strony Stevena. Ma zostać tak, jak było, czyli bez zmian Po co komu dwupiętrowa siłownia? Przecież to takie wielkie, że za dużo hałasu na palcu bodowy przez to, że obrzydza widoki, że niepotrzebne, zarzutów było mnóstwo. Fakty są jednak takie, że Gerrard pozwolenie na budowę otrzymał, lekką ręką wydał na nią ok. 350 tys. funtów i teraz cieszyć się może z uroków swojej nowej "zabawki". Zabawki, która zresztą nie jest zwyczajną salą do ćwiczeń. W dwupiętrowym budynku odnaleźć można obszerną salę "rozrywki": z grami komputerowymi czy bilardem do dyspozycji. Znajdzie się tam również basen, kilka łazienek, mała kuchnia i co najważniejsze, bardzo nowoczesne solarium na specjalne życzenie szanownej małżonki, Alex Curran.

Wściekły sąsiad, Cecil Crosslety, który nie kryje się z podaniem swojego nazwiska, pyta: Naprawdę nie rozumiem, dlaczego ktoś mógłby chcieć wybudować w swoim ogrodzie coś tak okropnego jak oni. To kompletnie nie pasuje do wizerunku okolicy, w której mieszkamy - tłumaczy - To trochę tak jakby w pięknym miejscu wybudować supermarket. Ale my, mieszkańcy, oczywiście nie mamy nic w tej sprawie do powiedzenia - żalił się Crosslety.

Więcej o: