Boston Celtics mistrzami NBA!

Cała Europa emocjonuje się Euro, a Amerykanie mają swoją ligę koszykarską. Wczoraj odbyło się szóste i, jak się okazało, ostatnie spotkanie finałów NBA pomiędzy drużynami Los Angeles Lakers i Boston Celtics. Jak można domyślić się po tytule tekstu, wygrali ci ostatni.  

Mecz praktycznie od początku do końca był zdominowany przez ostatecznych triumfatorów, którzy zwyciężyli aż 131:92, co - nawet jak an niesamowicie szybką i efektowną koszykówkę NBA - jest niespotykanie wysokim wynikiem. Spotkanie zresztą przyciągnęło również niespotykanie wysoką, jak na ostatnie czasy, liczbę widzów. Zeszłoroczne finały pomiędzy San Antonio Spurs, drużyna Tony'ego Parkera , oraz Cleveland Cavaliers, drużyną LeBrona Jamesa , nie zachwyciły. Co innego w tym roku. W tym roku ze wzruszeniem patrzyłyśmy na 32-letniego Kevina Garnetta, jednego ze zdobywców mistrzowskich pierścieni i lidera Bostonu, który ze łzami w oczach krzyczał, że wszystko jest możliwe (na mistrzowski tytuł czekał 13 lat, choć należał mu się już dawno).

MVP finałów został po meczu ogłoszony zawodnik Bostonu i najlepszy strzelec "zielonego" klubu - Paul Price. Jego głównym konkurentem do tego tytułu był nasz ulubieniec, Kobe Bryant, ale pewne rzeczy są nie do przeskoczenia (to nie to co pędzący samochód i basen z wężami ), jeśli gra się w drużynie po prostu słabszej - patrz: casus Boruca.

Swoja drogą, szkoda, że koszykówka nie cieszy sie w naszym kraju takim powodzeniem jak piłka nożna. Nie tylko dlatego, że jest to gra bardzo widowiskowa, ale może w tej dyscyplinie bylibyśmy w stanie odnosić większe sukcesy. I liczba zawodników, którą wybiera się do gry (nic to, że z 40-milionowego narodu) też mniejsza.

Tak czy inaczej, Celtics gratulujemy, Lakersom współczujemy i już czekamy na nowy sezon rozgrywek w NBA.

Więcej o: