Petr Cech jak Frankenstein

Dalekie jesteśmy dziś od komentowania w jakimkolwiek negatywnym kontekście wyglądu bramkarza Chelsea, Petra Cecha. Trzeba jednak przyznać, że ten zawodnik raczej nie spada na cztery łapy. Wszyscy pamiętamy jeszcze bardzo groźną kontuzję czaszki, jakiej Petr doznał w zeszłym roku po kopniaku w twarz, który przypadkiem wymierzono mu w czasie jednego z meczów. Od tego czasu, po powrocie z długotrwałej rehabilitacji, Cech grywał wyłącznie w ochraniaczu na głowie. Nie pomogło to jednak uniknąć kontuzji, jakiej golkiper Chelsea doznał niedawno ze strony swojego klubowego kolegi Ben Haima.  

W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, Cechowa (ciachowa) twarz znów doznała poważnej szkody - konieczna była operacja plastyczna i założenie pięćdziesięciu szwów. Koszmar.

Poniżej prezentujemy pierwsze zdjęcie Petra po wymienionych zabiegach. Twarz z łatek - niczym u słynnego potwora, stworzonego przez Mary Shelley, ale mamy gorącą nadzieję, że się zagoi.

Pech to pech. Zastanawiamy się, czy Petr nie powinien zacząć grywać w zbroi, a przynajmniej w metalowym hełmie z przyłbicą.

Więcej o: