Chelsea-Tottenham: festiwal strzelecki w Londynie, Manchester-Bolton:słodki Ronaldo znów strzela gole

Ależ emocje towarzyszyły wczorajszej kolejce Premier League. Manchester wygrał z Boltonem, ale najpierw Chelsea spotkało się z Tottenhamem. Bramki padały gęsto, a nasze samopoczucie, w zależności od aktualnego w danej chwili położenia The Blues, zmieniało się bardzo gwałtownie i nader skrajnie, od euforii począwszy, na gniewie i frustracji skończywszy.  

Ostatecznie zakończyło się na wyniku 4-4, ale naprawdę warto było to obejrzeć. Bezsprzecznie, był to mecz sezonu w Anglii . Nie czułyśmy takiej huśtawki nastrojów od wczesnych czasów dorastania. Nawet remis (a nie wygrana drużyny Terry'ego i spółki) nie był w stanie zepsuć nam radości z oglądania. No i ci nieziemscy przystojniacy na boisku. Przy okazji jednak z niepokojem zauważyłyśmy, że proporcje w budowie Joe Cole'a, strzelca dwóch bramek dla Chelsea, są niestety mocno zachwiane.

Tymczasem nasz ulubieniec Cristiano znów pokazał, że jest w najwyższej formie. Nie tylko przez to, że udało mu się strzelić 23. i 24. gol w angielskiej lidze, nie licząc pucharów (32. i 33. w tym sezonie w ogóle), ale także ze względu na jak zwykle niespotykanie wysoki poziom pewności siebie, odbijający się w każdym najmniejszym grymasie Portugalczyka. Jak on wspaniale nadymał policzki.

Mecz wygrały Czerwone Diabły (2:0), a na szczególną uwagę zasłużył polski bramkarz, Tomek Kuszczak, który zebrał bardzo pozytywne recenzje w brytyjskiej prasie. Mamy nadzieję, że takich występów będzie coraz więcej - będziemy mogły wtedy z czystym sumieniem zacząć częściej o nim pisać. Chyba że wcześniej niż spektakularne sukcesy w piłce Tomasz zostawi aktualną dziewczynę znajdzie sobie jakąś sławną WAG do towarzystwa. Tak czy inaczej - czekamy.

Więcej o: