Hollywood kocha boks

Gdyby nie obecność małego ringu po środku sali i półśredniej wagi bokserów, można by pomyśleć, że sobotnie wydarzenie było czymś w rodzaju gali rozdania Oscarów lub innych nagród showbiznesu. Biorąc bowiem liczebność gwiazd, które stawiły się, by obejrzeć walkę Amerykanina Floyda Mayweathera Juniora, jednego z najbardziej stylowych sportowców, z Anglikiem Ricky Hattonem. Same zobaczcie, na kogo tam można było trafić. Nawet się nie spodziewałyśmy, że śledzenie bokserskich walk może być tak atrakcyjną formą spędzania wolnego czasu dla osób pokroju Angeliny Jolie.  

Oprócz jednak olbrzymiej ilości znanych twarzy, swoją obecność zaznaczyli także "niezawodni" brytyjscy kibice. Fani Hattona ściągnęli na siebie gromy ze strony amerykańskich komentatorów z powodu (bez niespodzianek) chamskiego zachowania. Anglicy ponoć nic sobie nie robili ze świętości i skutecznie zagłuszali hymn USA. Zero szacunku dla gwieździstej flagi. Żeby jeszcze zaproponowali w zamian jakiś ciekawy repertuar, to mogłybyśmy zrozumieć, ale ich wykonanie "Hatton Wonderland" (pochodnej od " Winter Wonderland ") nawet przy sporej ilości dobrej woli nie można nazwać dobrym.

Maywether jednak nie przestraszył się angielskiego wycia i w dziesiątej rundzie znokautował "cudownego Hattona". Brawo, gratulacje, styl, klasa i szyk znów górą. Aż dziw bierze, że człowiek, który bije z taką łatwością, potrafi też równie profesjonalnie zatańczyć:

Ciacha lubią Floyda. A dziewczynie Hattona, która z nerwów aż zwymiotowała , współczujemy.

Więcej o: