Yao Ming zaobrączkowany

Kobiety uwielbiają śluby. Tak to już jest. Mało mamy okazji do wzruszeń, bezkarnych łez ocieranych gdzieś ukradkiem, tęsknych marzenia o swoim księciu z bajki. Bo trzeba być twardym, nie miękkim. Taki świat i takie jego brutalne zasady. Dlatego coś się z nami dziwnego dzieje, kiedy widzimy białą sukienkę i mężczyzn mówiących drżącym głosem sakramentalne: tak. Bezbronnych jak dzieci, złowionych jak ryba w sieci facetów, którzy nawet jeśli są profesjonalnymi sportowcami, dwumetrowymi koszykarzami, wpadają w sidła miłości tak jak przysłowiowa śliwka w kompot.

Yao Ming, chiński środkowy Houston Rockets, jedna z gwiazd amerykańskiej ligi NBA, w miniony weekend zdecydował się podpisać na siebie cyrograf i ożenił się z Ye Li - również koszykarką. W sumie nic zaskakującego, że z rodaczką. Nam w 100% prawdziwym Europejkom, Yao się nie podoba i naszym ciachem nie będzie, nawet gdyby chciał.

Co do samej ceremonii: ponad siedemdziesięciu bliskich przyjaciół, ponad setka dziennikarzy i masa bodygardów chroniących dostępu do młodej pary zjawiło się przed - lub kto miał więcej szczęścia - w pięciogwiazdkowym hotelem Shangri-La w Szanghaju, aby wziąć udział w uroczystości ślubnej. I choć Yao od razu ogłosił, że wywiadów nie będzie, a do środka wchodzą oczywiście tylko wybrani, okazał się miłym gospodarzem i zrekompensował zawiedzionym dziennikarzom. Cukiereczki dla każdego oraz płyty ze zdjęciami nowożeńców miały załagodzić sytuację.

Wiemy też, że jak już było po wszystkim świeżo upieczony małżonek, zabrał swoją żonę na romantyczny rejs po rzece Huangpu. Gest doceniamy i obiecujemy się jeszcze zastanowić czy chiński olbrzym zasługuje na miano naszego ciacha, czy nie.

Z tego wszystkiego prawie zapomniałyśmy, Ye Li wygląda tak:

embed
Więcej o: