Wygwizdany Nico Rosberg czyli o GP Belgii słów kilka

W Mercedesie idzie już na noże.

Już jakiś czas temu wieszczyłyśmy, być może wtedy na wyrost, koniec miłości między Lewisem Hamiltonem a Nico Rosbergiem. Teraz nabieramy jednak pewności, że rysa na relacjach mercedesowej pary przeistacza się powoli w pęknięcie a nawet wyrwę, której nie da się już załatać.

W deszczową sobotę w Spa Mercedes zajął po raz kolejny dwa pierwsze miejsca w kwalifikacjach i przed wyścigiem wydawał się pewniakiem do kolejnego dubletu. Po zgaśnięciu świateł lepiej ruszył startujący z drugiego pola Lewis, ale Nico nie zamierzał odpuszczać - podczas próby odzyskania pierwszego miejsca zahaczył o bolid kolegi, Lewis przebił oponę, a Nico stracił część przedniego skrzydła.

 

Od tego momentu walczący o powrót do czołówki z końca stawki Hamilton marzył już tylko o jak najszybszym wyjściu z bolidu i kombinował jak koń pod górę, z jakiego by tu powodu wycofać się z wyścigu. Sztuka ta udała mu się na kilka okrążeń przed metą. Wyposażony w nowy nos Nico walczył tymczasem dzielnie, choć cały formułowy świat sprzysiągł się najwyraźniej przeciwko niemu.

embed

Ostatecznie Rosberg zajął drugie miejsce, ale po wyścigu nie miał łatwego życia - złości na niego nie kryli Niki Lauda i Toto Wolff, Niemiec został też wygwizdany przez publiczność. Naszym skromnym zdaniem troszkę na wyrost mimo wszystko.

Tak czy inaczej nie chciałybyśmy być obecnie Nico Rosbergiem - podczas GP Niemiec zaliczył niedawno weekend marzeń, teraz dla wyrównania podpadł połowie padoku. Czy słusznie?

Ok - właściwie to nie chciałybyśmy być obecnie żadnym pracownikiem Mercedesa.

mercedesmercedes facebook.com/wtf1.co.uk

Po wyścigu Lewis orzekł, że Nico przyznał się do umyślnego spowodowania kolizji.

Powiedział, że zrobił to umyślnie, powiedział, że mógł tego uniknąć. Powiedział "zrobiłem to, żeby coś udowodnić", powiedział "zrobiłem to, żeby coś udowodnić" - grzmiał Hamilton.

Toto Wolff wziął delikatnie w obronę Rosberga, komentując:

Podczas bardzo ożywionej dyskusji zgodzili się nie zgadzać ze sobą, ale to nie było umyślne zderzenie. To nonsens. To było świadome wzięcie pod uwagę, że jeśli Lewis się przesunie, wówczas może dojść do zderzenia. Mieliśmy zderzenie, którego można było uniknąć. Nico atakował i nie powinien był tego robić. Chciał też pokazać, że nie zamierza odpuszczać. Gdybyśmy mogli cofnąć czas, Nico pewnie nie postąpiłby w taki sposób.

Czy rozmyślne spowodowanie kolizji i świadome nieuniknięcie kolizji to to samo, pozostawiamy każdej z Was do prywatnej oceny.

embed

W cieniu konfliktu w Mercedesie wyścig po raz trzeci w sezonie (i drugi z rzędu) wygrał Daniel Ricciardo, a na podium po raz czwarty stanął jeszcze Valtteri Bottas, podczas gdy Kimi po raz pierwszy w tym roku dojechał do mety przed Fernando.

embed

Ten ostatni zaliczył zresztą dość mizerny weekend z karą przejazdu przez boksy z postojem za zbyt długie przebywanie przed startem na polach startowych mechaników.

O emocje na koniec zadbał też kwartet w składzie: Vettel, Button, Alonso, Magnussen którzy do ostatnich metrów walczyli o pozycje, tasując się i przepychając we wszystkie możliwe strony (i o dziwno - nawet nie narzekając na siebie nawzajem za bardzo).

 

Patrzymy sobie teraz na wyniki i przebieg ostatnich wyścigów i w naszych głowach kiełkuje wątpliwość, czy oby na pewno mistrzostwo świata jest kwestią wewnętrzną Mercedesa (jeszcze kilka wyścigów temu byłyśmy tego pewne!). W końcu Daniel Ricciardo traci do prowadzącego Nico Rosberga 64 punkty, a do zdobycia mamy jeszcze 200. Czy Australijczyk wykręci klasycznego Raikkonena i wzorem Fina zmaterializuje powiedzenie "gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta"?

Watch this space.

Więcej o: