O filmie "Drużyna" subiektywnych słów i opinii kilka

Byłam, widziałam, dużo rzeczy mi się podobało, tyko trochę nie (do końca). Uwaga, spoilery!

Spotkanie z Drużyną zaczęło się dla mnie bardzo obiecująco, kiedy piątkowego popołudnia na pasach przy Alejach dwóch miłych dryblasów spytało mnie o drogę do Kina Kijów. Pół godziny później dowiedziałam się, że tam właśnie odbywa się krakowska premiera filmu z udziałem siatkarzy lokalnych zespołów. Oczywiście.

embed

Nic to, zamiast tego "Drużynę" obejrzałam niedzielnego popołudnia w malutkim kinie studyjnym w towarzystwie dwóch rozentuzjazmowanych dziewczyn (dziewczyny, dajcie znać, czy udało Wam się zdobyć ten plakat). Ale dobra, do rzeczy.

Nie miałam żadnych sprecyzowanych oczekiwań co do filmu, dlatego nie mogę mówić o ich spełnieniu bądź nie. Mogę jednak powiedzieć, że z projekcji wyszłam usatysfakcjonowana  i generalnie mi się podobało.

Na pewno liczyłam na ładny obrazek i go dostałam. O świetnych zdjęciach czytałyście już pewnie w każdej recenzji, ale naprawdę jest się czym zachwycać. Nikt wcześniej i pewnie nikt już więcej nie pokaże w tak piękny sposób siatkarskiego treningu.

embed

Artyzm. Jeszcze bardziej zapierające dech w piersiach są obrazki tuż sprzed rozpoczęcia meczu z siatkarzami stojącymi w skupieniu w szatni, a później wkraczającymi na hale wśród coraz to bardziej słyszalnego tumultu z hali. Ciarki. Bartek Kurek w jednej ze swoich wypowiedzi w filmie porównuje siebie i kolegów do Gladiatorów wychodzących na arenę by zabawić tłumy, rzeczywiście, te sceny oddają tak opisaną atmosferę idealnie.

A skoro już mowa o wypowiedziach siatkarzy, te również trzeba zaliczyć na plus filmu. Najwięcej czasu ekranowego dostaje Łukasz Żygadło, ale nie ma co się dziwić. To chyba najbardziej elokwentny siatkarz w reprezentacji, który w bardzo ładny i przekonywujący sposób potrafi opowiedzieć o tym, czym tak naprawdę jest dla nich siatkówka. Sporo wypowiada się również Krzysztof Ignaczak, Marcin Możdżonek, Paweł Zatorski, jest też wspomniany Bartek Kurek, pojawia się Michał Kubik i chyba tyle. A, no i Winiar!

Michał Winiarski, mimo, że mówi stosunkowo niewiele, trochę kradnie show kolegom. Sprawia wrażenie jakby nieco mniej poważnie podszedł do zadania "usiądź na taborecie i opowiedz coś o siatkówce", rzuca anegdoty, uśmiechy i, a dobra, przerwa na fangirling, jest taki rozbrajająco uroczy z tym aparatem na zębach.

embed

No to teraz o kilku rzeczach, które mnie nie do końca przekonały. Jest taki moment w wypowiedziach Andrei Anastasiego, w którym porównuje pracę w grupie, życie grupy do życia człowieka. Początek filmu sugeruje, że podjęta zostanie w nim właśnie próba pokazania faz "życia" reprezentacji, tej tytułowej drużyny. Zaczyna się od przypomnienia największych sukcesów kadry Anastasiego, później przeskakujemy na feralne igrzyska, w tle migawki z Krzyśkiem Ignaczakiem, który mówi, że chyba za pewnie podeszli do przygotowań i z Andreą Anastasim próbującym ocenić to co, wydarzyło się w Londynie. Podoba mi się, czekam na więcej.

I do końca filmu już się nie doczekam. Po igrzyskach wracamy do spalskich lasów, gdzie chłopcy na zmianę trenują, wyjeżdżają na mecze, śpiewają w pokojach (Michał Winiarski Superstar). Wszystko jest tu ładnie wyważone, trochę treningu, trochę wypowiedzi, trochę meczu, trochę Pawła Zatorskiego nie umiejącego zasunąć sobie zasłony i Andrzeja Wrony "zadowalającego fanki" na Facebooku...

embed

Ale jakby myśl przewodnia się zagubiła. I to nie tak, że czekałam na jakąś "Anatomię Upadku", ale trochę za mało tu dla mnie tego całego procesu, za mało emocji stojących za kolejnymi niepowodzeniami na boisku i w końcu zwolnieniem trenera. Siatkarze wypowiadają się bardzo ogólnie o tym czy jest dla nich siatkówka, nie powiem, że są to ogólnikowe banały, bo w chłopakach widać autentyczną pasję i ogień w oczach, fajnie byłoby jednak zobaczyć co się dzieje kiedy ten ogień na chwilę gaśnie, posłuchać co wówczas mają do powiedzenia zawodnicy.

Co ciekawe, znaczące punkty we wspomnianym życiu drużyny są w filmie zaznaczone. Kiedy trener Anastasi skreśla ze składu przed Mistrzostwami Europy Krzysztofa Ignaczaka, jedziemy z Igłą do Rzeszowa, trenujemy, słuchamy i obserwujemy jak reaguje na tę decyzję. Kiedy z kadry odsunięty zostanie Zibi Bartman, zasygnalizowane jest to tylko krótkim fragmentem wywiadu Łukasza Żygadły na ten temat.

Drużyna polski podczas meczuDrużyna polski podczas meczu Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Bartmana zdecydowanie w "Drużynie" brakuje. Zbyszek ani razu nie zostaje zaproszony przed mikrofon, a doskonale wiemy, że kto jak kto, ale on zawsze ma dużo, emocjonalnie i niekiedy kontrowersyjnie do powiedzenia. Może też przez to tuż po premierze filmu pojawiały się opinie, że jest on bardzo grzeczny, poprawny politycznie i zanadto "cukierkowy". Niektórzy narzekali, że mało jest interakcji między siatkarzami, nie ma żadnych konfliktów, spięć czy gorszych dni. Dla mnie ten zarzut jest nie do końca zasadny. Czy naprawdę ktoś po filmie ukazującym się na niespełna miesiąc przed startem polskiego mundialu spodziewał się, że oto nagle Andrzej Wrona powie na ekranie, że Bartman jest głupi, Mariusz Wlazły wyleje wiadro pomyj na PZPS, a Fabian Drzyzga przyzna, że to on zepsuł czajnik bezprzewodowy Igle?

Nie taki był chyba zamysł twórców filmu. Trzeba też pamiętać, że to, mimo wszystko, jest sport wyczynowy, a nie Keeping Up with the Kardashians i na przeszkodzie zrealizowania wielu rzeczy, o których sama przed chwilą napisałam, stanęła po prostu logistyka. Wiadomo też, że ekipa filmowa nie mogła siedzieć cały dzień w pokoju Ziomka i Winiara nagrywając jak chłopaki jedzą słodycze i śmieją się ze swoich butów (ale zrobimy takie reality show w Polsat Cafe, co nie?). Dlatego w sporej części tych "intymnych" momentów z życia kadry, twórcy filmu musieli posiłkować się nagraniami z kamery Igły, które w większości są nam dobrze znane, ale hej, nie powiecie nam, że sześciopak Zibiego na dużym ekranie to zła rzecz.

Ale dobra, jakaś konkluzja i kończymy. Warto, idźcie. Jest trzysta razy więcej plusów niż minusów, chociażby dla samych zdjęć trzeba zobaczyć. Wydaje mi się, że reżyser "Drużyny" przede wszystkim postawił sobie za cel pokazanie szerszej publiczności jak wygląda reprezentacyjna siatkówka od kulis i to zadanie mu się udało. Wiecie, my jesteśmy tą nieco węższą, więc możemy sobie drążyć. No i na nas taka siatkówka od kuchni ogromnego wrażenia nie robi, oglądamy Igłą Szyte, śledzimy Instagramy i Facebooki, trochę już w tej kuchni posiedziałyśmy i nie jednego ziemniaka wspólnie z chłopakami obrałyśmy.

No to teraz czekam na Wasze wrażenia.

Więcej o: