Z tego miejsca chciałam tylko powiedzieć, że marzenia się spełniają

I to nawet nie jest kwestia "tylko mocno, mocno, mocno w nie wierz", tylko odpowiednio długiegi wyczekania. Mówię Wam to ja z perspektywy lat doświadczeń, cierpień i posiwiałych włosów.

Które jednak od wczoraj (właściwie od dzisiaj w nocy) zostały cudnownie anulowane, odsiwione i puszczone w... nie, w niepamięć nigdy nie zostaną puszczone, zawsze będę pamiętać finał z Brazylią, półfinał z Włochai w 2006 (auć), finał Euro z Hiszpanią w 2008, półfinał mundialu 2010, też z Hiszpanią (auć, auć, auć) i znowu półfinał z Włochami, tym razem na Euro z Mario Blatoellim i smutnym Mesuciątkiem w roli głównej . I właśnie ze wzdględu na pamięć tych wielokrotnych rozgoryczeń tegoroczne mistrzostw smakuje tak pięknie - wyczekane, wyproszone, nieuwierzone do samego końca, do ostatniego gwizdka mundialu...

Oczywiście, że wolałabym, żeby stało się to wcześniej, a nie teraz kiedy jestem stara i niedługo umrę, oczywiście, że wolałabym żeby Rihanna nie obmacywała Pucharu na przykład udało się po drodze pokonać tych nemezisowatych Hiszpanów lub Włochów, oczywiście wolałabym, żeby Niemcy grali w finale trochę ładniej i nie męczyli buły, ale nie ważne, jest, w końcu jest, po 12 latach mojego kibicowania reprezentacji Niemiec, po 14 latach czekania, nadziei i zawodów, mogę w końcu dopisać osatni, jakże piękny slajd do tego tekstu .

Bardzo się cieszę, że oprócz mnie "dożyli" tego Schweini i Poldi, w których zakochiwałam się jeszcze jako w "młodych, zdolnych" talentach reprezentacji, a którzy teraz zdobywają mistrzostwo jako jej doświadczone podpory. I doprawdy nie było jeszcze w historii boiskowych bromansów piękniejszego widoku niż ten:

  TVP/Facebook TVP/Facebook

Bardzo się cieszę, że w drodze do finału było kilka pięknych zwycięstw, bardzo się cieszę, ze doczekał się Miro Klose, bardzo się cieszę, że pani kanclerz wreszcie mogła zrobić sobie selfie z pucharem (i z Lukasem Podolskim)

embed

(i całą szatnią),

embed

...ale najbardziej chyba się cieszę, że spełniła się (w końcu, w końcu, w końcu!) Nutellowa przepowiednia:

 

PS. Nie, wiecie co - najbardziej jednak się cieszę, ze pięć z tych dwunastu lat czekania na Puchar dane mi było spędzić z Wami. I choć już w zasadzie nie pracuję w Ciachach (nad czym nieustannie boleję, ale jako się rzekło, jestem stara i niedługo umrę) to wracam tu żeby powiedzieć, że pisanie dla Was było zdecydowanie jedną z dwóch najfajniejszych przygód w moim życiu i nawet klęski Niemców przeżywane z Wami były słodsze, więc czy może być coś lepszego, niż świętowane z Wami zwycięstwo?

Więcej o: