Mundialowe Podsumowania: Brutalny pogrzeb Brazylii

Tak. To. Się. Zdarzyło. Naprawdę.

Właściwie to wciąż nie dowierzamy i przecieramy oczy by sprawdzić czy przypadkiem nie mamy zwidów i nie powinnyśmy odstawić swoich muffinek, czy to co wydarzyło się wczoraj w Belo Horizonte to najprawdziwsza prawda i powinnyśmy kupić kilka wydań dzisiejszych gazet, żeby pokazywać naszym dzieciom i wnukom.

Tak brutalnego pogromu w półfinale mundialu piłkarski świat dawno nie widział, jeśli w ogóle widział kiedykolwiek. Dziewczęta, mówimy o siedmiu (słownie: S-I-E-D-M-I-U) bramkach do jednego i to wbitym nie byle kopciuszkowi, który fartem dostał się do tego etapu, ale głównemu pretendentowi do złota i gospodarzowi w jednym. Brazylia została pogrzebana przez Niemców i to żywcem. Cały kraj jest w szoku, piłkarze pogrążeni w rozpaczy, a my wciąż zbieramy szczęki z podłogi.

Spodziewać się można było, że będzie brakować im lidera i goleadora Neymar, że obrona bez Thiago Silvy nie będzie tak szczelna, ale że będą tak zawstydzająco bezbronni nie mógł wiedzieć nikt. Również nie wiedzieli Niemcy, bo spotkanie rozpoczęli z rezerwą, ale wystarczyło im dwadzieścia minut, żeby to odkryć i brutalnie z tego skorzystać.

Pierwszy strzelił kapitalny w tym meczu Mueller, później goleada już rozpoczęła się na dobre: Klose - Kroos - Kroos - Khedira. Niemcy szaleli i chyba sami nie do końca dowierzali w swoje szczęście, a Brazylia, cóż, była na kolanach. Ośmieszona i zawstydzona jak tylko można było ośmieszyć i zawstydzić gospodarza i faworyta turnieju.

Już wtedy właściwie mecz mógłby się skończyć i Brazylijczycy iść w spokoju lizać swoje rano (albo szybko uciekać z kraju, wyrobić fałszywy paszport i znaleźć schron), ale reguły są nieubłagalne i drugą połową, raczej już drogą formalności (bo chyba nikt nie wierzył, że 0:5 można odrobić i że tym bardziej Brazylia w formie z wczoraj może je odrobić). Dzieła zniszczenia dokończył już później Schuerrle (razy dwa), a choć Canarinhos bardzo chcieli kilka honorowych bramek strzelić, to Neuer latał w bramce jak zwykle w tym turnieju, czyli jak zaczarowany i tylko Oscarowi udało się go pokonać w ostatniej minucie.

Później zabrzmiał ostatni gwizdek i żałoba mogła rozpocząć się już oficjalnie. My wciąż w szoku nie wiemy do końca co o tym wszystkim sądzić. Z jednej strony wiwatujemy na cześć Niemców, którzy odwalili kawał dobrej roboty i wydaje się, że w końcu nic nie jest w stanie ich powstrzymać przed sięgnięciem po złoto. Z drugiej, płaczemy razem z Brazylią, bo nie przypominamy sobie w całej swojej historii z futbolem, żebyśmy kiedykolwiek widziały tak wielkie poniżenie. To spotkanie boleć Canarinhos będzie pewnie jeszcze przez wiele tygodni, jeśli nie miesięcy i lat. Z pewnością przejdzie do historii, a Luiz, Fred, Hulk i reszta na zawsze zapamiętani przez kibiców i to nie z tej strony z jakiej by chcieli. Brazylio, nasze kondolencje.

embed

Tak brutalnego pogromu w półfinale mundialu piłkarski świat dawno nie widział, jeśli w ogóle widział kiedykolwiek. Dziewczęta, mówimy o siedmiu (słownie: S-I-E-D-M-I-U) bramkach do jednego i to wbitym nie byle kopciuszkowi, który fartem dostał się do tego etapu, ale głównemu pretendentowi do złota i gospodarzowi w jednym. Brazylia została pogrzebana przez Niemców i to żywcem. Cały kraj jest w szoku, piłkarze pogrążeni w rozpaczy, a my wciąż zbieramy szczęki z podłogi.

embed

Spodziewać się można było, że będzie brakować im lidera i goleadora Neymara, że obrona bez Thiago Silvy nie będzie tak szczelna, ale że będą tak zawstydzająco bezbronni nie mógł spodziewać się nikt.

Również nie spodziewali się Niemcy, bo spotkanie rozpoczęli z rezerwą, ale wystarczyło im dwadzieścia minut, żeby to odkryć i brutalnie z tego skorzystać. Pierwszy strzelił kapitalny w tym meczu Mueller, później goleada rozpoczęła się na dobre: Klose - Kroos - Kroos - Khedira. Niemcy szaleli i chyba sami nie do końca dowierzali w swoje szczęście, a Brazylia, cóż, była na kolanach. Ośmieszona i zawstydzona jak tylko można było ośmieszyć i zawstydzić gospodarza i faworyta turnieju.

embed

Już wtedy właściwie mecz mógłby się skończyć i Brazylijczycy iść w spokoju lizać swoje rany (albo szybko uciekać z kraju, wyrobić fałszywy paszport i znaleźć schron), ale reguły są nieubłagane i drugą połową, raczej już drogą formalności (bo chyba nikt nie wierzył, że 0:5 można odrobić zwłaszcza z formą prezentowaną wczoraj przez Brazylię) zagrać trzeba było. Dzieła zniszczenia dokończył później Schuerrle (razy dwa), a choć Canarinhos bardzo chcieli kilka honorowych bramek strzelić, to Neuer latał w bramce jak zwykle w tym turnieju, czyli jak zaczarowany i tylko Oscarowi udało się go pokonać w ostatniej minucie.

embed

Później zabrzmiał ostatni gwizdek i żałoba mogła rozpocząć się już oficjalnie. My wciąż w szoku nie wiemy do końca co o tym wszystkim sądzić. Z jednej strony wiwatujemy na cześć Niemców, którzy odwalili kawał dobrej roboty i wydaje się, że w końcu nic nie jest w stanie ich powstrzymać przed sięgnięciem po złoto.

embed

Z drugiej, płaczemy razem z Brazylią, bo nie przypominamy sobie w całej swojej przygody z futbolem, żebyśmy kiedykolwiek widziały tak wielkie poniżenie. To spotkanie boleć Canarinhos będzie pewnie jeszcze przez wiele tygodni, jeśli nie miesięcy i lat. Z pewnością przejdzie do historii, a Luiz, Fred, Hulk i reszta na zawsze zapamiętani przez kibiców i to nie z tej strony z jakiej by chcieli. Brazylio, nasze kondolencje.

embed
embed
Więcej o: