Liverpool - Arsenal 5:1

The Reds sprawili Kanonierom ciężkie lanie i zepchnęli ich z pozycji lidera Premier League.

To było wstrząsające. Już w pierwszej minucie Martin Skrtel pokonał Wojciecha Szczęsnego, po dwudziestu liderzy Premier League przegrywali 0:4. Skrtel (który zdecydowanie jest ciachem niedocenianym, co przychodzi nam do głowy zawsze, gdy na niego patrzymy, a wypada, gdy już nie patrzymy, zupełnie, jakby był Ciszą ) strzelił jeszcze w 10. minucie, w 17. Sterling, w 20. Sturridge. Sterling dołożył jeszcze jedną zaraz po przerwie.

Kanonierzy byli w stanie odpowiedzieć tylko trafieniem Artety z karnego.

L4 vs AFC MOTD przez LFCmostar

Czy to jest już ten spodziewany kryzys Arsenalu, który, według najstarszych górali i najmądrzejszych sportowych wieszczów miał - jak co roku - przydarzyć się Kanonierom na przełomie grudnia i stycznia, tymczasem uparcie się nie przydarzał (a nawet jeśli zdarzały się jakieś potknięcia to i tak nie spychały one Arsenalu ze szczytu), musiał się więc w końcu przydarzyć?

Wojtuś dość ostro podsumował sprawę na swoim Facebooku...

...a Arsene Wenger w ogóle nie miał wczoraj dobrego dnia. Już nie mówimy nawet o tym, że jak zwykle, w trudnych chwilach zdradził go własny śpiwór kurtka...

...ale na domiar złego, w drodze powrotnej przewrócił się na liverpoolskim lotnisku, co natychmiast podchwycił złośliwy internet.

embed

Auć.

Liverpool natomiast udowodnił, że bardzo chce się liczyć w walce o mistrzostw Anglii i liczy się.The Reds jeszcze w tym roku nie przegrali, a do lidera, którym po zwycięstwie 3:0 nad Newcastle United (hat-trick Edena Hazarda) została Chelsea, tracą zaledwie sześć punktów.

Walka o mistrzostwo jest więc w tym sezonie ciekawa, jak już dawno nie była. Trochę ze względu na nieobecność (bo chyba można to nazwać nieobecnością) w niej Manchesteru United (ronimy łzy w kąciku, ale nie będziemy udawać, że wierzymy w cuda. Ani w Moyesa. I, jasne, że chciałybyśmy się mylić), ale głównie ze względu na waleczność Liverpoolu i wytrwałość Arsenalu. Jeśli dodać do tego konsekwentnie zbierającą punkty Chelsea pod wodzą The Special One'a i zawsze ambitny Manchester City... wiosna zapowiada się emocjonująco.

PS. Przywykłyśmy, że szatniowe celebracje pomeczowe odbywają się bez koszulek, no ale skoro Liverpool postanowił odbyć ją w garniturach to... nie będziemy narzekać.

Instagram

Więcej o: