ME w piłce ręcznej: było blisko ale przegrywamy z Francją

Okropne, straszne uczucie. No bo naprawdę, już było tak blisko, już na wyciągnięcie ręki, graliśmy dobrze, a Francja tak sobie i... damn. Żeby nie użyć innego słowa na "d".

Z Francją w piłkę ręczną nie wygraliśmy od 1994 roku. "Jak nie teraz, to kiedy", zapytał przed meczem Dariusz Szpakowski, a my pomyślałyśmy, oho, pan Darek w formie, nie ma to jak dobry bon mocik przed arcyważnym meczem, ale kiedy tak zaczęłyśmy oglądać to spotkanie, to my też zaczęłyśmy sobie myśleć - "ojej, może naprawdę teraz".

Francuzi grali bardzo dobrze, ale nie jak zespół z kosmosu i wydawali się, może nie do "łyknięcia", ale na pewno do nawiązania walki. Znów więc były remisy, były ucieczki i pościgi, były nawet okresy naszej gry w przewadze. Niestety, zbyt często na naszą bramkę Francuzi reagowali natychmiastową i zdecydowana odpowiedzią w postaci swojej bramki, niestety, Sławek Szmal grał (mimo kilku prześlicznych interwencji) poniżej swoich możliwości i naszych oczekiwań, czego nie można powiedzieć o bramkarzu Francuzów, który - a co, jeśli krąży nad nami duch Szpakowskiego to też se rzucimy frazesem - bronił jak natchniony i koledzy z kadry powinni zrzucić się na blachę croissantów dla niego, i niestety - Nikola Karabatić był Nikolą Karabaticiem, czyli drapieżnym, brawurowym i bezlitosnym pogromcą naszej bramki. I bramkarza.

Polakom zabrakło - znowu - skuteczności w ataku, choć nasza gra ofensywna wyglądała lepiej niż w poniedziałek. Palącym problemem pozostaje jednak nasza niemożebność wykonywania rzutów karnych - tym razem mieliśmy tylko jednego i tego jednego zmarnowaliśmy, co przy przegranej jedną bramką - boli jak cholera.

Z jasnych stron, choć te jasne strony są w zasadzie, w obliczu klęski, jasnymi stronami jątrzącymi rany - Jakub Łucak i jego świetna postawa. A poza tym, nie uważacie, że Piotr Chrapkowski jest trochę podobny do Kaki?

Na pocieszenie - jeszcze nie wszystko stracone, ba jest nawet więcej  niż jedne scenariusz wyjścia z grupy, choć przyznamy, że niektóre z tych scenariuszy niebezpiecznie przypominają kombinatorykę, za którą nie przepadamy. Więc może po prostu wygrajmy z Rosją? Bo choć scenariuszy jest więcej niż jeden, to raczej nie ma takiego, który zakładałby awans przy trzech porażkach.

Z Rosją gramy w piątek o 18.00

Więcej o: