Tymczasem David debiutuje w Atletico Madryt

Na tyle udanie, że miał okazję, by possać swój kciuk.

Słitfociarski debiut w koszulce i w szatni oczywiście już był i to dawno, dawno temu, uroczyste "cześć" na stadionie do kibiców też już było , ale teraz wreszcie David postawił kropkę nad "i" w swoich pierwszych razach jako jeden z Rojiblancos i wystąpił w oficjalnym meczu.

embed
embed
embed

Kiedy doszło do tego uroczystego debiutu? W sobotę, Atletico rozgrywało z Las Palmas kolejny ze sparingów przed rozpoczęciem sezonu i już od pierwszej minuty wmaszerował na boisko nasz Villuś. Co więcej (wbrew przewidywaniom red. Mariny) kiedy zobaczył, że na boisko nie ma Leo Messiego, by piłkę mu podać i przytulić po bramce nie wrócił do szatni, by do końca meczu słuchać z iPoda Eda Sheerana, ale dzielnie postanowił stawić temu czoła. Opłaciło się i to bardzo, bo raz, że z nowymi kolegami współpraca układała mu się śpiewająco, dwa, że na dodatek ów debiut okrasił debiutem strzeleckim i jeszcze przed przerwą zdobył swoją pierwszą bramkę dla Atletico Madryt. Oczywiście, że zadedykował ją małemu Luce, to akurat pozostało po staremu.

 
embed
embed

Cieszy się więc David, że zrobił dobre pierwsze wrażenie, cieszą się kibice w Madrycie, że Davida nie kupili z barcelońską niemocą strzelecką w gratisie, a my to chyba cieszymy się najbardziej i trzymamy kciuki, by tak dobry początek zwiastował jeszcze lepszy sezon, bo nie żeby akurat na pozycji napastnika była jakaś ogromna konkurencja w kadrze Hiszpanii, ale to najbliższe miesiące zadecydują kto będzie dla niej strzelał na stadionach Brazylii i przynajmniej jedna z nas chce, żeby to był właśnie Villa.

embed

P.S. Messilla, jaka Messilla?

embed
embed
Więcej o: