Większych parasoli to już nie mieli, co chłopcy?

Czyli La Furia Roja ląduje w Brazylii bohatersko broniąc swoje fryzury przed deszczem.

Czy też zauważyłyście, że gdzie ostatnio La Furia Roja się nie pojawi, tam przywozi ze sobą strugi deszczu? Najpierw było moknięcie w NYC, teraz z kolei jest moknięcie w Brazylii, a konkretnie w Recife, do którego przybyli wczoraj wieczorem. Hm, jakoś wyjątkowo nam ich nie żal, skoro oprócz pojedynczych przypadków Torresa czy Maty większość przez resztę roku wygrzewa się w Madrycie, Barcelonie czy innej Sevilli.

 

Poza tym, kaman, jakbyśmy same miały takie bajeranckie parasole to mogłoby padać codziennie. Czy Wy widzicie ten ogrom? Jak na nasze niematematyczne oko, to średnica to dobre trzy metry jeśli nie więcej, licząc w ludziach to Fernando pod swoją zmieściłby żonę, dwójkę dzieci, a jeszcze zostałoby miejsce dla szczupłej Ciachoredaktorki. No i od razu widać, że rączka i druty porządne, stalowe, że żaden byle zefirek nie sprawi, że powyginają się na wszystkie strony świata. Jest na wypasie. I co się dziwić, że Sergio tak dumnie z nim paraduje.

embed
embed
embed
embed
embed

Bezpieczna grzywka, to szczęśliwy Sergio.

Skąd pojawili się w Recife? Ano, właśnie w tym (chciałyśmy napisać małym, ale okazało się, że liczy 1,56 miliona mieszkańców) mieście osiądzie się reprezentacja hiszpanii wraz z całym sztabem na czas trwania Pucharu Konfederacji i zamieszka w tamtejszym luksusowym Golden Tulip Hotel de Recife. Pewnie więc zatrzymają się tam również za rok na MŚ, więc spokojnie możecie bukować samolot i nocleg z wyprzedzeniem.

embed
embed
embed

Po przyjeździe hiszpańskie byczki ostro wzięły się do roboty i poza treningami, a jakże, również w strugach deszczu (Hot Fernando Indeed)...

embed
embed
embed

...rączki na bioderkach!!!! Aaaach, cieszymy się, że choć kontuzjowany, to przynajmniej symbolicznie Xabi wciąż jest obecny.

embed
embed

Później zostały zagonione do wykonania obowiązkowych oficjalnych fotek turniejowych. I tutaj w zależności od usposobienia, albo byli słodko skonsternowani (Torresiątko), albo profesjonalnie skupieni (VV), albo tradycyjnie nie przestawali się wygłupiać (oczywiście, że Pepe Reina). Jaka by jednak technika pozowania nie była, zdjęcia tego typu rządzą się swoimi prawami i pewnie i tak 90 procent drużyny wyjdzie tak, że ich własne WAGs nie poznają i to bynajmniej nie w pozytywnym sensie.

 

UPDATE: No i z przykrością nam to mówić, ale niestety miałyśmy rację

embed
embed
embed

Na miejscu Jordiego A. i Davida poważnie zastanowiłybyśmy się nad pozwaniem fotografa o zniesławienie. Właściwie na miejscu Fabregasa również, ale on trochę sam sobie jest winny nosząc tą wołającą o pomstę do maszynek Gilette brodę.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.