Tymczasem Leo Messi zdał się na pastwę nożyczek...

Dobra wiadomość jest taka, że nie był tam w majtkach, a zła, że poszedł tam w ogóle. Dobra wiadomość jest taka, że nie był tam w majtkach, a zła, że poszedł tam w ogóle.

Widzicie dziewczęta, tak to jest, jak piłkarz złapie kontuzje, nie gra, ma za dużo czasu wolnego i nagle jakieś szaleństwa mu do głowy przychodzą, i tylko metamorfozy wizerunkowe by robił, po salonach fryzjerskich się włóczył. Okej, łapiemy, że w obliczu przybycia kontrowersyjnego Neymara na Camp Nou Argentyńczyk musi sięgnąć po cięższą artylerię, by podtrzymać swój status gwiazdy nr 1, ale... widzisz, Leo, zapomniałeś, że czasami lepsze bywa wrogiem dobrego.

Bo przecież po latach eksperymentów dochodzenia do słusznego wniosku, że zaniedbane przydługie kosmyki nie są trendi , fryzura na pazia też nie, Messi wreszcie odnalazł swój styl w trzydniowym zaroście i klasycznej fryzurze. No i, przynajmniej zdaniem większości z Was, wyglądał dobrze. Bardzo dobrze jak na swoje ekhm... warunki.

Tymczasem wczoraj podczas zgrupowania reprezentacji Argentyny, kiedy akurat nie plotkował o zmienianiu pieluch z Sergio Aguero, wybrał się do lokalnego, acz bardzo, bardzo szykownego i drogiego fryzjera "Departamento de Puerto Madero". Tam założył kolorową pelerynkę i oddał się w ręce, a raczej nożyczki, tego creepy pana, który dumnie, aczkolwiek z lekką dozą skonsternowania, pozuje z Leo do zdjęcia. Z Leo, który nieśmiałym uśmiechem przykrywa swoje świeżo wystrzyżone i postawione na żelu kolce.

embed

P.S. Mamy nadzieję, że specjalista Leosia od PR-u dobrze się bawi na tych swoich wakacjach na Grenlandii, ale dobrze by było gdyby wreszcie wrócił i zahamował zapędy swojego podopiecznego, bo zanim Leo wróci do rytmu meczowego może zrobić coś, czego zarówno on jak i nasz zmysł estetyczny będziemy bardzo żałować.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.