No cześć, Olivier

Obsypało nam dzisiaj pięknymi sesjami.

Francuski kanonier wiedział jednak, że do Xabiego nie ma startu w garniturze (czy też: nie ma startu do Xabiego w garniturze ), bowiem nikt nie ma startu do Xabiego w garniturze, postanowił więc nawet nie próbować i od razu przeszedł do mięsa, wiedząc, że mięso zawsze w cenie. Zwłaszcza (jakkolwiek dziwnie brzmi taka rzeźnicko-cukiernicza metafora) na Ciachach.

Zrzucił więc zbędne fatałaszki i wyprężył cała swoją, dziwnie na nas działającą, francuską Dżolerowatość spod znaku "najgorętszy amant szkolnej dyskoteki) na okładkę Men's Healtha. Efekt? Bardzo zadowalający i w dodatku Xabi nie musi się czuć zazdrosny, bo to przecież zupełnie inna kategoria.

embed

No dobra, Olivier nie zrezygnował tak zupełnie z ubrań, bo na okoliczność niektórych zdjęć narzucił na siebie sympatyczną polówkę, która trochę przypomina nam... koszulkę Polonii Warszawa w wydaniu retro. Do tego spojrzenie "I'm sexy, and I know it", duże ilości na raz żelu, które jednak bronią się w świetle przyjętej dżolerowatej konwencji i trzydniowy zarost, który jest po prostu, bez żadnych ironii, cudzysłowów czy przymrużeń oka - bardzo, bardzo hot.

embed
embed

Dzięki Oli, zrobiłeś nam popołudnie.

Więcej o: