Ot i klops. Przegrywamy z Ukrainą 1:3

Auć. Bolało.

Bum!

Tak właśnie się to zaczęło. Zanim jeszcze zdążyłyśmy... cokolwiek, Ukraińcy prowadzili już 1:0 po golu Jarmolenki. Pięć minut później przegrywaliśmy już 0:2 0 tym razem Boruca pokonał Husiew.

I właściwie dopiero wtedy zaczęliśmy grać. Stwarzaliśmy okazje, a jedną z nich, po trzeba to dobitnie powiedzieć, ślicznej akcji Polaków na gola zamienił Łukasz Piszczek.

Łukasz PiszczekŁukasz Piszczek Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Nadzieja wróciła, zwłaszcza, że wydawało się, że idziemy za ciosem. Tyle, że nasza nieskuteczność w ataku była porażająca, a jeszcze bardziej porażająca była nasza nieporadność w obronie. I zamiast remisować 2:2 na przerwę schodziliśmy pokonani 3:1.

I już się nie podnieśliśmy. W drugiej połowie nawet tych okazji było jak na lekarstwo, tym bardziej bolała więc zmarnowana szansa Obraniaka. Ukraina nie zagrała wybitnego meczu, zagrała mecz dobry, ale - na spodenki Wasilewskiego! - jeśli chce się myśleć o grze na mistrzostwach świata TRZEBA wygrywać z dobrymi drużynami.

No i niestety, słowem, symbolem, hasłem i pojęciem, które sponsorowało wczorajszy wieczór była - co tu się dużo ceregielić - dupa. I to nie tylko ta kształtna i ładna, Koseckiego, której powświęcamy osobny artykuł, ale ta metaforyczna, a przez to bardziej bolesna, przywołana choćby przez Kamila Glika:

Zobacz wideo

"Ten zespół nie miał dzisiaj ani duszy, ani charakteru, ani woli zwycięstwa" - powiedział po meczu Jerzy Engel i choć może on nie jest najlepszym człowiekiem do wygłaszania takich sądów, to trudno się z nim nie zgodzić. Zgadza się też Artur Boruc:

Zobacz wideo

Ale  najsmutniej było chyba patrzeć na załzawione oczy Kuby Błaszczykowskiego, który łamiącym głosem mówił, że nie dziwi się kibicom, że gwizdali na piłkarzy. I, że zagraliśmy tragicznie.

No nic. Smutek, żal złość. Do Czarnogóry tracimy osiem punktów. Ale czekamy na San Marino. Może chociaż Kosecki pokaże więcej? ;)

Więcej o: