MOST WANTED: Czupryna Alvaro Moraty

Z cyklu: nie ma to jak ciężki szok w ciepły wiosenny poranek.

Wykonujemy sobie tradycyjny poranny scrolling po swojej twitterowej ścianie, oglądamy wszystkie nowości z profili naszych ulubieńców i na chwilę zatrzymujemy się przy Moracie, bo jakąś nową słitfocią zarzucił. Focię otwieramy, powiększamy, patrzymy, patrzymy..

embed

Heloł, heloł....przecież coś tutaj nie gra. Chwila głębokiego zastanowienia. Wizualizacja obrazu Alvaro jakiego znamy. I nagle olśnienie: WŁOSY!

embed

Gdzie się podziały włosy? Nie ma włosów.

embed

Zamiast bujnej czupryny sfochowanego na nożyczki nastolatka mamy pół centymetra gładkiej fryzury idealnie uzupełniającej każdą stylizację z dwuczęściowym dresem w roli głównej. Jak to się dziewczęta stało? JAK? Pomyślmy logicznie.

a) przyszła mu ochotę na zmianę, zwłaszcza, że jedną i tą samą fryzurę nosił chyba od 12 roku życia;

b) założył się, że zdobędzie bramkę w meczu z MU i przegrał;

c) poniósł go melanż po owym meczu właśnie i (nie wiadomo jak, nie wiadomo gdzie) ale z taką już fryzurą się obudził.

Nie, nie, nie. Nic z tych rzeczy. Poniekąd odetchnęłyśmy z ulgą - niemałym przerażeniem napawała nas myśl, że Złoty Dzieciak Realu zrobił jako wyraz swoich własnych estetycznych pobudek i nie będzie to image na okres dłuższy niż "aż odrosną". Poniekąd też nasze serce rozpłynęło się w jedną wielką kałużę. Bo kiedy po pierwszym szoku wreszcie rzuciłyśmy okiem na podpis do zdjęcia wzruszenie spadło na nas jak grom z jasnego nieba. Nowe uczesanie to bowiem efekt jego wielkiego serducha, czyli konkretnie obietnicy jaką złożył dzieciom ze szpitala Dzieciątka Jezus w Madrycie, które też ze swojego twittera pozdrawia.

embed
embed
Więcej o: