Isia odpada z Australian Open

I postanawiamy uroczyście być jedynymi ludźmi na świecie, którzy nie wypomną jej tego fryzjera.

Chociaż tknęło nas wczoraj takie ponure przeczucie, gdy oglądałyśmy roześmianą Agnieszkę w stylistycznym szale , że niech no tylko powinie się jej noga, to polscy kibice jej tego fryzjera nie wybaczą. My wybaczamy i wyrażamy tylko głęboki żal, że Isi przeciwko Na Li nie udało się zagrać swojego bezbłędnego tenisa.

Pierwszy set był bardzo wyrównany, widać było, że nie jest to ta sama Na Li, którą Agnieszka pokonała w Sydney. Isia walczyła, ale przegrała 5:7, więc z drugim secie pojawiła się tak dobrze znana nam nerwowość i niewymuszone błędy.

- Dopóki nie poda się ręki, zawsze można odwrócić losy meczu. Walczyłam do końca. Szkoda momentu, w którym serwowałam, aby wygrać pierwszego seta. Jeśli nie wykorzystuje się szans z czołowymi tenisistkami, trzeba za to płacić

- powiedziała Isia po meczu.

Nam najbardziej szkoda nie tyle przerwania serii 13 meczów bez porażki, co tego, że znów szlem kończy się dla Polki w ćwierćfinale. Naszą tenisistką chciałybyśmy "chwalić się" na największych imprezach, tymczasem za pięknym, ale najwyraźniej potwierdzającym regułę, wyjątkiem wimbledońskiego finału, szlemy wciąż tremują Radwańską.

No i komu teraz wśród pań kibicować? W półfinałach są już Na Li i Marysia, powalczą o nie jeszcze Azarenka z Kuzniecową i Serena Williams z małą sensacją turnieju - Sloane Stephens.

Więcej o: