Isia u fryzjera relaksuje się przed nocnym ćwierćfinałem

Ciekawe, jak po meczu z Wawrinką relaksował się Nole.

Na początek narzekania i frustracje. Tak sobie pomyślałyśmy dziś patrząc na rozkład gier, że Australian Open ma jednak kilka naprawdę sporych wad, które wychodzą na jaw właśnie w okolicach początku drugiego tygodnia. Bo jednak ćwierćfinały, to jakby nie patrzeć hit za hitem. Tyle, że pierwszy rozpoczyna się o 1 w nocy, ostatni kończy pewnie gdzieś w okolicach południa, więc nijak człowiek ich wszystkich nie obejrzy.

Całe szczęście, że Agnieszka zaczyna, ale już następującego po jej meczu z Chinką spotkania Davida Ferrera z Nicolasem Almagro raczej nie damy rady obejrzeć. No chyba, że Isia (a mamy taką wielką nadzieję) do półfinału awansuje w tempie, w jakim rozprawiła się z poprzednią rywalką Aną Ivanović. Szybko, sprawnie, dwa gemy i do szatni. Co prawda Na Li wydaje nam się być trudniejszą przeciwniczką od Serbki, ale i forma Isi jest niewiarygodna.

Nic dziwnego, że wyluzowana Agnieszka znalazła chwilę, aby odwiedzić dostępne wszystkim zawodniczkom stanowisko fryzjersko-kosmetyczne. Nie jesteśmy tylko pewne, czy zaproponowana fryzura utrzyma się do meczu. W zasadzie, to nie jesteśmy też pewne, czy w ogóle powinna się utrzymywać...

AP/Fiona Hamilton

Ciekawe, ile fryzjerek musiałby odwiedzić Nole, aby dojść do siebie po thrillerze, jaki zapewnił mu Stanislas (którego chyba jednak z wielkiej sympatii zaczniemy nazywać Staszkiem) Wawrinka. Panowie spotkali się w meczu czwartej rundy i wszyscy spodziewali się, że będzie to jeden z tych meczów, których nazajutrz nikt nie będzie dobrze pamiętał. A tymczasem Szwajcar zagrał prawdopodobnie najlepszy mecz w karierze, a Nole, zwłaszcza w dwóch pierwszych setach, był kompletnie zagubiony. W pewnym momencie nr 1 przegrywał 1:6, 1:4 i w jego oczach widać było tylko szok i niedowierzanie.

Djoković przegrał dwa pierwsze sety, ale później oczywiście wziął się w garść, no i Wawrinka jednak nie był w stanie cały mecz grać na poziomie 350% procent. Doszło do seta nr 5, gdzie panowie bardziej niż ze sobą walczyli ze zmęczeniem. Mecz trwał w najlepsze do 15 czasu polskiego, tenisiści grali ze sobą ponad 5 godzin, a ostatnia partia skończyła się wynikiem 12-10! Dla Serba, który jednak mimo wszystko znów przezwyciężył swoje słabości. Trochę szkoda, bo się Staszkowi to zwycięstwo po prostu należało.

Jutro o 9.30 zobaczymy, czy Nolemu udało się zregenerować po maratonie i jak tam jest z jego formą. Bo z taką grą, jak w niedzielę, Tomasa Berdycha może się nie udać pokonać.

Więcej o: