Adam Małysz ma problem: musi świętować Sylwestra!

"Nie wiem, czy będę umiał zachować się w tej sytuacji!".

O dramacie w rodzinie Małyszów donosi z charakterystycznym wdziękiem dzisiejszy Fakt . Nie no, to miło, że ktoś troszczy się o naszego mistrza, my na przykład w ogóle byśmy na takie rzeczy nie wpadły, a sprawy wcale nie są błahe.

Wyobraźcie sobie, że Adam Małysz nie mógł świętować końca roku od 17 lat! Siedemnastu! Od momentu kiedy rozpoczęła się jego kariera na skoczniach świata, Sylwestra spędzał w niemieckim Ga-Pa (to taka długa nazwa, wybaczcie) w ramach Turnieju Czterech Skoczni, a wiadomo, że jeśli masz rano wdrapać się na wielką górę, przypiąć narty i wykonać ewolucję w powietrzu nie wymiotowawszy po drodze, nie będziesz urządzał całonocnej hulanki dzień wcześniej (chyba, że nazywasz się Janne Ahonen).

Nawet po zakończeniu kariery nasz Adaś nie mógł zaznać spokoju w Sylwestra, bo Nowy Rok zastał go na stracie Rajdu Dakar. W tym roku organizatorzy imprezy poszli jednak byłemu skoczkowi na rękę i przesunęli imprezę na 5 stycznia.

Rzeczywiście, od kilkunastu już lat nie byłem w Sylwestra z rodziną. W tym roku dużo nie brakowało, by znów tak było. Początkowo mieliśmy udać się do Ameryki niedługo po świętach. Ustaliliśmy jednak z Rafałem, że lecimy 2 stycznia. Dobrze znoszę podróże w tamtą część świata. Nie potrzeba nam aklimatyzacji w nowej strefie czasowej, dzięki czemu więcej czasu spędzę w domu - zwierzył się Małysz gazecie.

Panie Adamie, życzmy 31 grudnia wiksy życia i proszę się nie przejmować, Sylwester to najbardziej przereklamowana impreza roku.

Więcej o:
Copyright © Agora SA