Andy Murray ma koszmary i nie może spać

Śni mu się, że Jerzy Janowicz chce go zjeść Freddie Cruger?

Niestety musimy Was rozczarować - nie będzie to historia o Freddiem. Myszy, pająków, węży, klaunów ani niczego innego, co przyprawia zwykłych śmiertelników o dreszcze, też nie będzie. Niemniej Andy i tak nocami cierpi, z czego postanowił nam się zwierzyć:

Momentem, w którym naprawdę dotarło do mnie, że wygrałem US Open, była chwila, kiedy obudziłem się w domu zlany zimnym potem po złym śnie.

Miałem w tym roku kilka niepokojących snów - kilka dni po Wimbledonie śniło mi się, że wygrałem i byłem wściekły, kiedy po otworzeniu oczu zorientowałem się, że tak nie było.

Rzeczywiście, to musi być przykre. Mi też się ostatnio śniło, że wygrałam ten 4-osobowy turniej tenisowy o Puchar Rzecznika Prasowego Zastępcy Burmistrza mojej gminy z pulą nagród "ciasto, dyplom i uścisk dłoni", więc doskonale wiem, co czuje Andy.

Pomyślicie, że Andy wygrał US Open, więc koszmary musiały ustąpić miejsca radosnym wizjom przepełnionym słodyczą i szczęściem? Błąd!

W czwartek po powrocie z US Open spałem na kanapie w domu i przyśniło mi się, że przegrałem w finale. Po przebudzeniu musiałem sam siebie spytać: "czy to się naprawdę stało?". Wtedy naprawdę do mnie dotarło, że wygrałem swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy.

źródło: bbc.co.uk

Czyli i tak źle i tak niedobrze.

Więcej o: