Tymczasem speszony Villa promuje książkę

...czyli dzień jak co dzień na zgrupowaniu Hiszpanów.

Od wieków wiadomo, że jak już La Furia Roja wyjeżdża na zgrupowanie reprezentacji, to bynajmniej nie po to, żeby robić tam rzeczy, które tradycyjnie na zgrupowaniu reprezentacji się robi. Teraz nie mogło być inaczej i zamiast przygotowywać taktykę na mecz z Francją (wszystkie dobrze wiemy, jak to się skończyło), rzucili wszystko i poszli promować książkę Villi.

Tak, dobrze czytacie, książkę naszego Króla Biczfejsa. Choć może raczej to nie jest odpowiednio powiedziane, gdyż to nie kolejna z przedwcześnie wydanych autobiografii, lecz zbiór krótkich opowieści ze sportem i solidarnością w roli głównej, a opowieść El Guaje jest tylko jedną z 42 pod zbiorczym tytułem "Relats Soidaris". Okej, do opowiastki dołączony jest również prolog jego autorstwa i (trochę creepy jak na nasz gust) ozłocone oblicze widniejące na okładce też, ale wciąż to nie "jego książka".

I nawet jesteśmy mu w stanie wybaczyć to zaniedbanie obowiązków kadrowych, bo rozchodzi się tutaj nie o lans, a o szczytny cel - wszystkie dochody ze sprzedaży książki wędrują prosto na konto szpitala "Sant Joan de Deu", za które wyremontują tam oddział dziecięcy.

Wybaczamy więc tą okropną koszulę, będącą połączeniem dżinsu, koszuli flanelowej i swetra babci i którą chyba Sergio Ramos (nawet!) powstydziłby się założyć.

embed
embed

Wybaczamy też tą brodę, która znowu zalicza swój wielki come na jego twarzy...

embed

Wybaczamy, że to nie jesteśmy my...

embed

...i że Messi nie zasiadł na miejscu honorowym w pierwszym rzędzie, by Villa mógł mu podziękować, za to że "zawsze przy nim był" przy tworzeniu opowiadania, tylko wynudzili się tam Pepe Reina i Jordi Alba.

embed

(Plus Juanfran i Pedro czaili się na dalszym planie, jako Ci, którzy również urwali się z treningów.)

embed

Poza tym, to Król Biczfejsa, on nie zawstydza się często, kiedy więc już pozując do zdjęć promocyjnych uśmiecha się tak:

embed

...to my nie możemy zareagować inaczej niż tak:

embed

Jaki on tutaj uroczy, odświętny i taki poważny. Pękamy z dumy jak matki na pierwszej szkolnej akademii dziecka.

P.S. A koledzy jak zwykle tylko czyhali na okazję do słitfoci. Tutaj Pedro i (stojący na palcach <3) Jordi Alba, którzy tulą Juanfrana i przy okazji pozują z głównym bohaterem (bohaterką?) wieczoru.

embed
Więcej o: