Kiedy Messi kłoci się z Villą wiedz, że coś się dzieje

Ten tekst miał być podsumowaniem 5. kolejki La Ligi, ale najpierw przeszkodził w tym Athletic zanudzając nas na śmierć swoim zero-zero z Malagą, a potem sabotażysta z Madrytu przeciął jakieś ważne kabelki, stadion Rayo otoczyła ciemność i mecz Realu został odwołany. Nie szkodzi, psychoanaliza gwałtownego kryzysu w relacjach Messilli też nam odpowiada.

Widzicie, dziewczęta, przez długi, długi czas, wierzyłyśmy, ba! byłyśmy przekonane, że Messilla to jeden z tych bromanców pod którym podpisałby się swoją czcionką sam Walt Disney. Dwójka osób z dwóch zupełnie odmiennych światów (zamknięty w sobie geniusz futbolu - niepokorny Król Biczfejsa) spotykają się w pewnym momencie swojego życia...

embed

i zaczyna ich łączyć piękne uczucie na przekór wszystkiemu. Pożyczają sobie na zimę swetry , dzielą nawzajem sucharami na ławce rezerwowych...

embed

...a na murawie szukają tylko siebie...

embed
embed

Najwyraźniej jednak nic nie trwa wiecznie, każdy miesiąc miodowy się kończy, a Walt Disney odesłalby z hukiem grafików, którzy rozrysowaliby mu wydarzenia, które rozegrały się sobotniego wieczoru.

Mamy 5 kolejkę ligi hiszpańskiej, na Camp Nou Barca podejmuje Grandę. Zapowiada się relaksujący spacerek, w końcu to drużyna, która z minionym sezonie ledwo uchroniła się przed spadkiem, a hmm, Barca to Barca. Cieszymy się niezdrowo, bo Villa jest w wyjściowej jedenastce po raz pierwszy od grudnia. Villa też się pewnie cieszy. Nic nie zapowiada tragedii.

Do czasu. Barcelonie gra się jakoś nie klei, wymienia kolejne miliardy podań bez skutku, widać parę coraz bardziej poirytowanych takim rozwojem wydarzeń twarzy i kilka odważnych biczfejsów Wciąż jednak jesteśmy Ciachoredaktorkami naiwnie wierzącymi w bezwarunkową miłość.

Aż mamy 43 minutę pierwszej połowy, akcję podbramkową nieróżniącą się wiele od innych, Xavi przyjmuje piłkę, podaje do Villi, który przebiega z piłką przy nodze do pola karnego, widzi wychodzącego na czystą pozycję Messiego, chce do niego podać, ale piłka odbija się od obrońców Granady i nieczysto trafia do Leosia.

Jedno nieudane zagranie, które Davidowi będzie się śnić po nocach, Ciachoredaktorkom mocno zaburzy sferę emocjonalną, a Messiemu może uszczuplić garderobę na jesień o jeden sweter w paski.

To co się potem dzieje, jest zbyt straszne, żeby to opisać. Nie wierzymy, że pierwsza w historii kłótnia Messilli dzieje się na żywo na naszych oczach.

O mamo.

embed

Szok? Niedowierzanie? Ziemia uginająca się pod stopami? Wszystko na raz spadło jak grom z jasnego nieba.

Resztę spotkania oglądamy jak przez mgłę. Na zmianę ściskamy kciuki za jakiegoś wspólnego gola, który umożliwiłby jak najszybsze pogodzenie i próbujemy wpisać do google "terapia dla par + Barcelona". Niestety pierwsze jest skazane na porażkę przez Tito (Villa ląduje na ławce), drugie przez naszą niezrozumiałość katalońskiego. Mecz kończy się zwycięstwem Barcelony, ale nikt nie przytula tego kogo przytulać miał.

Kiedy już jesteśmy blisko załamania nerwowego, z pomocą na szczęście przychodzą nam pomeczowe wywiady. Najpierw do głosu dochodzi Messi:

Dyskusja z Villą? Nie mam z nim problemów, wręcz przeciwnie. To normalne, napięcie chwili.

Okej, ocieramy pot z czoła, zanim jednak z powrotem wsiądziemy na swojego jednorożca i odjedziemy w stronę tęczy, musimy usłyszec podobne słowa z ust drugiej strony konfliktu. A mówi ona:

Jeśli Messi ma do mnie pretensje, to na pewno z jakiegoś powodu. Kocham go.

Nie to ostatnie zdanie to nie "-przyp.red." , to pojawiło się naprawdę (!!!) w hiszpańskiej wersji wywiadu. Odwołujemy kryzys. Wszystko znowu jest piękne, Messilla się kocha.

embed

No już, chłopcy, przytulcie się na zgodę.

embed

P.S. Nie chcemy psuć atmosfery radości, ale David, my chyba wiemy co jest tym "jakimś powodem".

http://messillas-bridesmaid.tumblr.com/image/29829226155

Więcej o: