Formułowe podsumowania: GP Singapuru

Czy papa Button następnym razem nie mógłby przypilnować Jessy tak żeby została w domu?

Jeśli zaczynamy od cytatu z Andrzeja Borowczyka (zaraz, zaraz, a to nie przypadkiem Maurycy?), to znaczy, że wyścig nie należał do tych wyjątkowo ekscytujących. Na pewno było strasznie wymagający dla samych kierowców, prawda Jens?

embed

Akcja w wyścigu zarysowywała się w sinusoidę - długo długo nic, cisza, spokój a tu nagle BUM. Sporo obiecywałyśmy sobie w tym zakresie po wysokiej pozycji startowej Maldonado, tym razem Wenezuelczyk ograniczył swój performens do spadnięcia o dwie pozycje.

Pierwsze bum przyszło na 23. okrążeniu  w postaci awarii lidera wyścigu. Biedny Lewis!

O bum numer dwa zatroszczył się Narain Karthikeyan, który w spektakularny sposób rozbił swój bolid, sprowadzając na tor to co w Singapurze nieuniknione: samochód bezpieczeństwa. "Jak to jazda za samochodem bezpieczeństwa to same nudy" - powiedział Sebastian Vettel do Jensona Buttona.

 

I to był już drugi raz w przypadku tej pary tego weekendu, kiedy westchnęłyśmy "SO CLOSE!"

embed

Ale największe BUM miała dopiero nadejść. Po wjechaniu Schu w Jean Erica Vergne'a, cały świat mógł tylko powtórzyć za inżynierem Niemca: "co tam się do cholery stało?"

 

No a później już w raczej względnym spokoju przerywanym od czasu do czasu walką Massy z Senną czy awarią tego drugiego, ferajna dojechała do mety z podium w składzie: Vettel, Button, Alonso.

A jakie są Wasze wrażenia z wyścigu? Zgadzacie się z tym, że powinien zostać nieco skrócony, ewentualnie rozgrywany trochę wcześniej? Powiemy Wam co na ten temat ma do powiedzenia Kimi Raikkonen:

embed
Więcej o: