Chyba nie możemy dłużej uciekać od tematu sekstaśmy Shakiry i Gerarda Pique

Choć wierzcie nam, uciekłybyśmy jak najdalej, ale cóż znaczy, Drogie Dziewczęta, kronikarski obowiązek. A więc, upewnijcie się, że jest 22.00, macie 18 lat i nie jecie akurat nic, czym mogłybyście się zakrztusić, chociaż choking hazard, to w kontekście omawianej przez nas sprawy, wyjątkowo słaby żart.

O pojawieniu się szantażystów, twierdzących, iż są w posiadaniu sekstaśmy z udziałem Shakiry i Gerarda Pique pisałyśmy już w styczni u, ale od tamtej pory sprawa jakoś przycichła, a konsumenci wagplotek interesowali się bardziej domniemaną ciążą Shakiry, niż tym jak - ewentualnie - do niej doszło.

Teraz sprawa jednak wypływa niczym trup z wanny, przy czym wypływa jest tu słowem nie bez kozery, bowiem amatorskie dzieło Piqueiry to jakiś sequel "Love Boat" dzieje się bowiem na łodzi i... ale po kolei. Ja donosi hiszpański magazyn Invervieu pewien łowca talentów z Barcelony miał podobno dostać sneak peaka taśmy z naszymi ulubieńcami w roli głównej.

- Wideo trwa około 15 minut - opowiada ów pan - i nakręcone jest komórką, która jak sądzę, należała do jednego z pracowników Shakiry przebywających tej nocy na jej łodzi. Obraz jest rozmazany i niestabilny, ale z pewnością można stwierdzić, że na łodzi są Pique i Shakira.

Dobra, teraz musimy się Was spytać, czy aby na pewno, na pewno, chcecie czytać dalej.

Ok, same chciałyście. Tajemniczy informator opowiada więc dalej...

Shakira wychodzi z dolnej kabiny w bikini. Pique jest tuż obok  niej, można także dostrzec drinki, a potem para zaczyna się dotykać "w romantyczny sposób". A potem, powiedzmy, że się rozkręcają...

embed

Spokojnie, spokojnie. Nasz tajemniczy informator zastrzega jednak, że nie jest całkowicie pewny, czy kobietą na łodzi była Shakira, oraz, że "wideo mogło być później edytowane". Jeśli jednak była to Shakira.... to nie, nie chcecie tego wiedzieć. A jeśli chcecie, idźcie do koleżanek z Kickette , one są mniej pruderyjne. Ba, one nawet chcą to oglądać w pay-per-view. My nie. My będziemy teraz długo i intensywnie myśleć o Franku Lampardzie i Johnie Terrym.

Więcej o: