Włochy wygrywają z Anglią 4:2 w karnych! [I ZDJĘCIA Z MECZU W PREZENCIE]

Był to pierwszy mecz bez bramek, pierwsza dogrywka i pierwsze karne turnieju. Ale nie myślcie sobie, że był to mecz nudny. Co to, to nie!

Ach cóż to był za mecz! Najlepszy i zdecydowanie najbardziej emocjonujący z ćwierćfinałów. Już sam początek był piorunujący, z świetnymi okazjami dla obu stron. A później ci rozkręcający się Włosi i grający coraz bardziej zachowawczo Anglicy. Nie będziemy ich jednak zbytnio ganić, będziemy pamiętać ofiarność, świetne interwencje Terry'ego, biegającego jak oszalały do każdej piłki Parkera, walecznego Rooneya i doskonale broniącego Harta.

Ale nie będziemy ukrywać, że Włosi byli drużyną zdecydowanie lepszą. Oddali mnóstwo strzałów, wielokrotnie centymetrów im brakowało do zdobycia bramki. Mieli dwa słupki, gola z minimalnego spalonego, nawet Mario Balotelli grał dziś świetne spotkanie, nie szalał i nie gwiazdorzył. Po prostu bajka.

Gdy minęła 120 minuta spotkania wiedziałyśmy, że jeśli Włochy odpadną, będzie to zdecydowanie najbardziej niesprawiedliwy rezultat spośród wszystkich spotkań tego Euro. No ale karne to loteria przecież, tyle raz wszyscy to powtarzali. I pewnie powtórzyli raz jeszcze, gdy grający kapitalny mecz Montolivo strzelił obok słupka. Ale gdy później Pirlo (wspaniały, genialny, najlepszy, najpiękniejszy i w ogóle to jest niesamowite, że on gra na tym turnieju tak, jakby chciał zawstydzić Xaviego i Iniestę) po profesorsku wyrównał stan karnych uderzeniem w stylu nieśmiertelnego Panenki, a Ashley Young uderzył w poprzeczkę, nabrałyśmy przekonania, że wszystko wraca do normy. Przecież Anglicy z natury rzeczy nie wygrywają w karnych!

A potem Buffon obronił strzał Cole'a, Diamanti nie dał szans Buffonowi, stadion eksplodował radością Włochów. I teraz trzeba było coś o tym wszystkim napisać, a pisać ciężko, gdy grają dwie tak wspaniałe drużyny i jedna musi odpaść. To może już lepiej pooglądać zdjęcia pełne radości i smutku?

Więcej o: