Anglia awansuje, Szwecja wygrywa mecz o honor, a sędziowie znów mylą się straszliwe

Radość z awansu Anglii z pierwszego miejsca w grupie została wczoraj przyćmiona przez sędziowskie kontrowersje - nie uznano prawidłowej bramki Ukrainy, a argument, że była ze spalonego, nie jest żadnym argumentem - ot, dwa błędy w jednej akcji. Radość zaś z awansu Francji przyćmiona została przez wygraną Szwedów, ale z tego akurat powodu, przynajmniej 2/3 redakcji płakać nie zamierza.

Pierwsze połowy ostatnich spotkań w grupie D to w ogóle była straszna, przepraszamy, ale musimy użyć tego słowa, padaka. Nuda jak w polskim filmie i już zaczęłyśmy wierzyć, że to 0:0 musi w końcu kiedyś paść i w dodatku teraz padnie zdublowane, ale zaraz na początku drugiej połowy gola dla Anglii strzelił nie kto inny, tylko powracający po kartkowej absencji, dzielny odkupiciel i zbawca Synów Albionu - Waaaaaayneeee Roooooney!

Strzelił głową, po czym nie omieszkał wskazać swojej nowej fryzury.

Myślicie, że chodziło mu o ' Nie śmiej się, ruby, nie śmiej'?

A potem zrobiło się jeszcze ciekawiej, choć nie w taki sposób, w jaki byśmy chciały. Ukraina wyszła z kontrą, Milewski, który podawał do Devica był na spalonym, ale sędzia nie zatrzymał akcji, więc Dević strzelił na bramkę, a jego strzał bohatersko i desperacko wybił John Terry, tyle, że już zza linii bramkowej, co było widać gołym okiem. Gol był jak bum cyk, cyk, był tak bardzo, że nawet Hamlet nie miałby z nim żadnych problemów, i zupełnie nie rozumiemy, jak pana Macieja Iwańskiego mogły 'nie przekonywać powtórki'?

Sędziowska pomyłka tak rozwścieczyła Ukraińców, że z furią rzucili się do ataku, ale wynik nie uległ zmianie już do końca spotkania. Oznacza to, że Anglia wygrała grupę D i w ćwierćfinale zmierzy się z Włochami.

Z Hiszpanią natomiast zmierzą się Dzielni Francuzi, którzy ostatni mecz grupowy chyba trochę sobie odpuścili, ale nas bardzo cieszy, że wygrała go Szwecja. Zlatan znów pokazał błysk geniuszu strzelając na 1:0 przepięknymi nożycami, a drugą bramkę zdobyło nasze odkrycie Sebastian Larsson .

No, przynajmniej sobie wygrali mecz o honor.

Król Klat, odcinek pierwszy>>

Więcej o: