Co teraz?

Czyli leninowskie dylematy kibica reprezentacji po meczu z Grecją.

Przed meczem wierzyłyśmy, bardzo bojąc się, że zostaniemy za tę wiarę skarcone. Spodziewałyśmy się, że będziemy albo w niebie (może, w końcu, może jednak... ), albo w piekle, w którym byłyśmy już tyle razy, że właściwie nam spowszedniało. Nie przygotowałyśmy się na czyściec.

Zaczęło się od nieba i to było cudowne. Polacy strzelili gola na otwarcie Mistrzostw Europy. Nie ze spalonego, nie po stałym fragmencie, nie w meczu o honor, ale po pięknej akcji i na otwarcie turnieju. To było tak piękne uczucie, że długo go nie zapomnimy.

 Robert Lewandowski Robert Lewandowski  Fot. PASCAL LAUENER REUTERS

Kiedy Phastapoul...past.... no wiecie, kto, dostał czerwoną kartkę wydawało się, że może w końcu, może jednak to jest TA reprezentacja, która wprowadzi nas do piłkarskiego raju (a dla nas tym rajem byłby ćwierćfinał, nic więcej...), ale potem wróciły dawne koszmary.

Błąd obrońców, bramka wyrównująca i nasza niemoc.

Reprezentanci GrecjiReprezentanci Grecji Fot. Gero Breloer AP

I kiedy wydawało się, że to już koniec - kolejny cud - Tytoń obronił karnego! BTW naszym zdaniem Wojtuś jest trochę bohaterem tego meczu - gdyby nie faulował byłby 100% gol, a tak - był obroniony karny. No i znów naszym bohaterem był bramkarz - no bo zapomnijmy o Wojtusiu, ten mecz mu nie wyszedł, ale niech żyje Przemysław Tytoń.

Wojciech Szczęsny i Przemysław Tytoń. W kluczowym momencie meczu z Grecją. Tytoń wszedł na boisko i obronił rzut karny po faulu SzczęsnegoWojciech Szczęsny i Przemysław Tytoń. W kluczowym momencie meczu z Grecją. Tytoń wszedł na boisko i obronił rzut karny po faulu Szczęsnego Fot. PASCAL LAUENER REUTERS

(A czy widziałyście ten piękny obrazek, gdy Szczęsny cieszył się po obronie Tytonia? To było cudownie wzruszające)

embed

Po pierwszym meczu mamy 1 punkt, czekają na nas Rosja i Czechy. Co nam opowiedział mecz otwarcia?

*** Że mamy potencjał. Potrafiliśmy przez 45 minut gnieść bardziej doświadczonych i zdyscyplinowanych taktycznie Greków. Zmuszaliśmy ich do błędów, tworzyliśmy okazje podbramkowe. Być może powinniśmy wykorzystać ich więcej. Ale i tak widzimy, że w meczu pod olbrzymią presją ta drużyna potrafi pokazać przebłyski wspaniałej piłki.

*** Że Franciszek Smuda powinien w szatni milczeć. Bo to co powiedział zawodnikom w przerwie sprawiło, że na drugą połowę wyszła jakaś inna, przerażona, zdemotywowana ekipa, która tylko cudem uniknęła porażki. I to bardzo bolesne.

*** Że potrzebujemy elektryka, który naprawi tablicę do sygnalizowani zmian. Serio, panie trenerze? To nasze nieuzbrojone, oszołomione oko dostrzegło, że drużyna potrzebuje zmian już około 50 minuty... szkoda gadać.

*** Że ktoś powinien naprawić naszym korki , bo tych poślizgów zebrało się na trzech Wawrzyniaków.

*** Że chcąc, nie chcąc z Rosją jednak zagramy mecz o wszystko. Ale ten mecz sprawia, że to "wszystko" wydaje nam się mimo wszystko mniej odległe, nie wszystkie poprzednie "wszystko". Nie widzimy powodu, aby przestać wierzyć w biało-czerwonych! Howgh.

Więcej o: