Pierwsza bitwa dla Rosjan, ale wojna jeszcze się nie skończyła

Po horrorze w Rzeszowie podopiecznych Andrzeja Kowala czeka teraz jednak  piekielnie trudne zadanie.

Ale przynajmniej wiemy, że Dynamo Moskwa jest jak najbardziej w zasięgu Resoviaków. I już wczoraj prawie udało się ich złapać. Po imponujących pogoniach w secie drugim i trzecim, kilku świetnym zagrywkom Wojtka Grzyba i blokom Cichego Pita, wydawało się, że gospodarze złapali wreszcie falę wznoszącą i tie-break będzie formalnością.

Do stanu 12-8 - był. Przyznajcie się, ile z Was już się w tym momencie zrelaksowało i przygotowywało się już powoli do celebracji zwycięstwa? A tu zonk, totalne stanięcie i 13:15 w plecy.

Na pewno mieliśmy dużą szansę na zwycięstwo szczególnie w tie-breaku, w którym mieliśmy kilkupunktowe prowadzenie, ale niestety nie wytrzymaliśmy psychicznie w przyjęciu zagrywki. Jedziemy jednak do Moskwy z zamiarem walki o zwycięstwo. Nie mamy nic do stracenia. Myślę, że powalczymy tam, ale w tym momencie przewaga psychologiczna jest na pewno po stronie Dynama - komentował po spotkaniu trener Resovii Andrzej Kowal.

Rewanż już w niedzielę o 16:00 czasu polskiego. Żeby zdobyć ten upragniony puchar trzeba będzie wygrać nie tylko mecz, ale też ewentualnego złotego seta. A to wszystko na trudnym terenie przeciwnika. Wierzycie, że Rzeszowiacy jeszcze wyjdą z tej batalii zwycięsko?

A poniżej wideo z konferencji prasowej po meczu:

 
 
Więcej o: