Matej Kazijski: przyjechaliśmy, żeby jak w pokerze skompletować karetę pucharów

Siatkarze Trentino Volley są pewni swego, ale chętnych na triumf w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów jest więcej.

Innymi słowy: czy Skra Bełchatów jest wreszcie gotowa na zwycięstwo w Final Four? Przypomnijmy, że do tej pory mistrzowie Polski mieli już swoje dwa podejścia, obydwa kończyły się w półfinale. Tym razem pierwszy przeciwnik w 1/2 finały wydaje się być zdecydowanie łatwiejszy, ale siatkarze Skry zapewniają, że w tym momencie skupiają się tylko na nim i nie myślą o tym co będzie dalej. W tym zresztą - nienakładaniu na siebie presji zwycięstwa - doszukują się recepty na sukces.

- Dwa lata temu czuliśmy się finalistami i to nas usztywniło. Teraz się nie napinamy, co ma być, to będzie - twierdzi Daniel Pliński. O zmianie podejścia mówi tez trener Jacek Nawrocki. - Wtedy powtarzaliśmy sobie, że musimy wygrać. Teraz nasze wewnętrzne napięcie jest mniejsze. Nie myślimy o finale, ale wyłącznie o pierwszym meczu z Arkasem - dodaje.

Środkowy Bełchatowa odniósł się również do słów asa faworytów całej imprezy Trentino Volley Mateja Kazijskiego, który zapowiada, że jego zespół interesuje tylko i wyłącznie kolejne trofeum do kolekcji.

Nie dziwię się, że tak mówi, bo oni naprawdę mają na to dużą szansę. W ostatnich latach są najlepsi na świecie, wygrali przecież Ligę Mistrzów trzy razy z rzędu. Ale wszystko jest w naszych rękach. Możemy im pomieszać szyki. Pamiętamy, że nieco ponad rok temu w Atlas Arenie pokonaliśmy ich 3:0 w grupowej fazie Ligi Mistrzów. Z Zenitem już też wygrywaliśmy, więc nie mamy się czego bać - komentuje Daniel Pliński.

A teraz dziewczęta, ale tak naprawdę, z ręką na sercu, wierzycie, że potencjał sportowy Skry Bełchatów wystarczy na wygranie Ligi Mistrzów? Czy to będzie ten rok?

Więcej o: