A to pamiętacie? 11 października 2006, mecz, po którym pokochaliśmy Beenhakkera

Zamiast martwić się, że do Euro pozostało już tylko 100 dni, a tu szalik niewydziergany, nasz tajny plan oblężenia Gniewina ma wciąż kilka poważnych luk, a trawa na Narodowym nie chce rosnąć, wzięło nas dzisiaj na wspominki. Ale no cóż, jako osoby urodzone po ostatnim przyzwoitym występie Polaków na mundialu nie mamy w pamięci zbyt wielu naprawdę świetnych występów naszej kadry, a jednak mecz z Portugalią w Chorzowie, w 2006 roku  należał właśnie do takich, i już wtedy wiedziałyśmy, że przejdzie do Historii. Pamiętacie?

Była jesień 2006 roku, a blamaż na mundialu w Niemczech wciąż bardzo, bardzo bolał. Dla mnie osobiście był to blamaż chyba boleśniejszy niż ten z 2002 roku. W pamięci miałam świetne eliminacje (w których pokochałam Tomasza Frankowskiego, najsłynniejszego Niezabranego Na Mundial w dziejach polskiej piłki), które może jednak, wziąwszy pod uwagę klasę rywali (Austria, Azerbejdżan) nie były aż takie świetne, mi zapisały się jednak w pamięci jako szereg entuzjastycznie wygranych meczy i radość masakry wspomnianego Azerbejdżanu.

Potem przez całą wiosnę nie było końca zachwytom nad tym, jaką mamy łatwą grupę, że phi, Ekwador, wygraliśmy z nimi na wodzie, a Kostaryka, to w ogóle, co to takiego jest... No a potem przyszło 0:2 z Ekwadorem, co wspominam chyba jako najgorszy mecz w życiu...

...ale chyba niepotrzebnie się rozpisuję (czyli jednak, naprawdę jestem stara ;)), bo przecież miało być o Portugalii.

No więc, nasza sromotna porażka na mundialu w Niemczech zrobiła mi najsmutniejsze lato ever (no dobra, wygrywający z Niemcami Włosi też się trochę do tego przyczynili), nagłówki gazet straszyły Stefanem Majewskim, a ja marzyłam o Trenerze zza Granicy na białym koniu, który uratuje nasze orzełki ze zwichniętymi skrzydełkami.

I wtedy przyszedł on. Nie miał białego konia, tylko białe włosy, ale miał też płaszcz, przeszłość w Realu Madryt palił cygara i rzucał efektowne bon moty.

embed

(zdj. Redlog.pl)

A potem powołał Dudka zamiast Boruca, czym wywołał u mnie mniej więcej taką reakcję:

embed

Przegrał 1:3 z Finlandią, zremisował z Serbią i wróciły stare koszmary. Wydawało mi się, że już nic, nigdy nie wygramy, że całe życie będę oglądać tylko poprzeczne podania Dudki do Żewłakowa i frustrować się frustrującym komentarzem Szpakowskiego.

I wtedy właśnie wydarzył się mecz z Portugalią. W składzie były nowe twarze, także z polskiej ligi (czy ktoś pamięta jeszcze Grzegorza Bronowickiego, który rozegrał wtedy mecz życia?), ale przede wszystkim, w składzie był Ebi Smolarek. Ech... pamiętacie?

A następnego dnia: te prasowa uniesienia, te uśmiechnięte twarze na ulicy, te zachwyty nad Smolarkiem i Bronowickim właśnie... A pamiętacie jeszcze pięknego Radosława Matusiaka, którego odkrył dla nas Leo Benhakker? (No, do spółki z Orestem Lenczykiem)...

...no ale dobra, bo to się zaraz znowu wspominki całych eliminacji do Euro 2008 zrobią, a przecież miało być tylko o meczu z Portugalią. Który miał zresztą piękną drugą odsłonę rewanżową - "zwycięski remis" i gol - no właśnie, pamiętacie jeszcze takiego zawodnika - Jacka Krzynówka...

Nawet nie pytamy, czy dzisiaj będzie podobnie - w końcu to "tylko" mecz towarzyski, zamiast tego, pytamy zaś - czy pamiętacie?

PS. No i koniecznie powspominajcie przy pomocy zdjęć z naszej galerii>>

Więcej o: