United elegancko i charytatywnie

Czy można w ogóle wyobrazić sobie lepsze połączenie?

Po "Meri Kristmas to ol of ju" w wykonaniu Luisa Suareza , Boże Narodzenia dało nam kolejny znak z serii "halo! zbliżam się! jestem tuż tuż!" i to wyręczając się kolejnym angielskim zespołem. Zła wiadomość jest taka, że nie jest to jeszcze tradycyjny bożonarodzeniowy klubowy podwieczorek z których piłkarze wyprowadzani są ze spodniami w okolicach kostek. Dobra? Spodnie będące na swoim miejscu są spodniami od garnituru. Idealnie skrojonego garnituru z marynarką, koszulą, firmowym uśmiechem i WAG do kompletu.

Co więcej są to spodnie założone w słusznym i pięknym celu, bo w ramach akcji charytatywnej. Konkretnie w tej co rocznej, w której regularnie biorą udział piłkarze "Czerwonych Diabłów - "United dla Unicefu". Gala odbyła się w poniedziałkowy wieczór na Old Trafford, które z tej okazji zostało przystrojone w okolicznościowe czerwone dywany i strefy dla paparazzich.

Piłkarze więc wyciągnęli swoje najlepsze wspomniane wcześniej garnitury i pojawili się tłumnie. Hmm...niestety tłum nie obfitował w Wayne Rooneya ani Chicharito, ale reszta starała się jak mogła (z podkreśleniem "jak mogła") wynagrodzić nam te braki.

Niektórzy na przykład pomyśleli więc, że wezmą ze sobą swoje WAG. W tym Ashley Young, którego żona jest aspirującą transetterką, a przynajmniej tak wnioskujemy z tego dziwnego długiego coś zaczynającego się od ramion i plączącego się w okolicach kostek.

embed

Ku ratowanie honoru Wag na szczęście szybko pobiegła pani Carrick, która z uśmiechem i w ładnej sukience pozowała u boku męża.

embed

Swoją drugą połówkę przyprowadził też nasz Kiko. Koleżanki z kickette trochę naśmiewają się z opalenizny państwa Macheda napominając o karnecie rodzinnym na solarium ,a my...cóż, z całym szacunkiem dla manchesterskiego słońca o tej porze roku, ale...

embed

chyba musimy delikatnie i nieśmiało przytaknąć

Kolejni goście, czyli bracia De Silva postawili na sprawdzone towarzystwo, czyli swoje własne, a w swoich niedopasowanych garniturach i nieporadnych rozkosznych uśmiechach zgarnęli nagrodę z wywołanie największej ilości "awwww" na tej gali.

embed

Pojawił się David de Gea, ale panowie policjancie tym razem nie mieli za dużo roboty - nic nie słychać było o tajemniczym zniknięciu dużej ilości pączków z bufetu na gali, a może cała sprawa już została zatuszowana?

embed

Rio Ferdinand również był solo i z tym swoim lubieżnym uśmiechem i dumnym, pewnym siebie krokiem rozwiewającym poły marynarki wyglądał trochę jak James Bond, agent 007 przystępujący do finałowej akcji.

embed

Ale czego się nie robi w szczytnym celu, dziewczęta?

Więcej o: