Po co trenować, skoro można się przytulać?

Zanim opowiemy o wczorajszych meczach Ligi Mistrzów, chłopcy z Chelsea chcą Wam pokazać jak się w pocie czoła do nich przygotowywali.

Dobrze, dobrze, ustalmy fakty. Mamy grupę kilkudziesięciu dorosłych mężczyzn w wieku na oko od dwudziestu do trzydziestu-kilku lat. Wszyscy zawodowo zajmują się grą w piłkę nożną dla klubu sportowego Chelsea Londyn. Mają na sobie jaskrawo-pomarańczowe stroje sportowe wystawiające na ciężką próbę nasze spojówki. Tło zdarzenia? Sielska zieleń murawy boiska treningowego i majaczące w tle poprzeczki bramek. Świadkowie poboczni? Trener Villas-Boas, który jednak zdaje się za bardzo nie przejmować się możliwością przyduszenia jednego ze swoich podopiecznych.

Rozgrywające się przed naszymi oczami sceny? Obejmowanie, ściskanie, chwytanie za ręce, poszturchiwanie, pociąganie za koszulki, łaskotanie, przytulanie, gładzenie po plecach (i wszystko inne, co mieści się w słowie "macanki"). A przy tym śmiechy, chichy, okrzyki radości (tak, czytamy w ruchu warg).

O mamo. Właśnie tak musi wyglądać bromance'owy raj. <33333333

Gdyby Londyńczycy wczorajszego wieczora mieli się mierzyć z FC Barceloną pewnie wytłumaczyłybyśmy to próbą rozpracowania zwycięskiej taktyki rywala. Ale mierzyli się z Bayerem Leverkusen. Gdyby mieli więcej niż dwóch piłkarzy hiszpańskiego pochodzenia w kadrze pewnie mówiłybyśmy coś o narzucaniu swojego stylu życia drużynie. Ale mają tylko Fernando Torresa i Juana Matę. Mogłybyśmy też na siłę uzasadnić to chęcią szybszej aklimatyzacji (czyt: zdobywania bramek) tego pierwszego, ale przecież podczas całego festiwalu czułości on stoi raczej na uboczu. Bo to nie jest coś, co na co dzień wykonuje Chelsea, Nie jesteśmy do tego przyzwyczajone. Jesteśmy więc w szoku. I panicznie szukamy racjonalnego wytłumaczenia.

Już prawie byłyśmy pewne opcji "to przez ten przerażający odblaskowy pomarańcz ich strojów" w głowie zaświtała nam inne myśl. Bardzo krótka i rzeczowa - JT&FL! To przez nich! Nie mamy pojęcia jak mogłyśmy o tym nie pomyśleć, przecież the Blues to drużyna pod ich dowództwem, gdzie Lampsy szukał schronienia w ramionach Johna, kiedy jeszcze Messi zamiast Villi przytulał co najwyżej pluszowe misie! To na ich widok robiłyśmy swoje pierwsze "Awwww", choć jeszcze nawet o tym nie wiedziałyśmy! Pierwszy i najpiękniejszy bromance ever! A my patrząc na to zdjęcie...

...dziwimy się, że w ogóle jesteśmy zdziwione. Z takimi kapitanami, podobne sceny powinny odbywać się nawet podczas śniadania/konferencji prasowej/śpiewania hymnu klubowego i nikt nie powinien być tym zszokowany.

Terry i Lampard byli pierwsi, ale zdecydowanie nie jedyni. Zobaczcie 10 największych bromance'ów sportu >>>

Marina

Więcej o: