Skarb kapitana Jacka

Wilshera nie Sparrowa, ale i tak jest wart nawet tysięcy klątw.

Kontuzja największej nadziei Arsenalu okazała się być poważniejsza niż sądzono, na powrót Jackiego na boiska będziemy musiały poczekać przynajmniej 2-3 miesiące, ale sam piłkarz nie traci dobrego nastroju. Kibicuje swojej drużynie, straszy Fabsa , gra w de mo FIFY 12 , a ostatnio jego serce napełniła fala radości, a w zasadzie to wręcz euforii, bo do jego domu (i sofy, i psa) dotarła wreszcie długo wyczekiwana przesyłka. A w niej skarb nad skarbami...

Skrzynia z setkami, tysiącami kolorowych bokserek i majtek!! Czy może być coś piękniejszego na tym i tak cudownym świecie? Swoją drogą zastanawiamy się teraz, czy może Jackie nie chce zmienić zawodu, nie zamierza otworzyć jakiejś hurtowni? A może po prostu szykuje prezenty świąteczne dla kolegów z szatni AFC? Nie zdziwiłybyśmy się, gdyby to miał być symboliczny gest wsparcia dla biednego, osamotnionego w wielkiej Barcelonie Fabregasa. No ale Fabregas mieszka teraz z mamą, więc przecież ma kogoś, kto zadba o jego garderobę. Gdybyśmy były filozofkami, to być może użyłybyśmy ockhamowskiej brzytwy i wybrały najprostsze wyjście - Jackiemu się nie chce prania nastawić. No ale nie jesteśmy filozofkami.

A jeśli już, to od logiki zdecydowanie wolimy estetykę. A ona mówi, że Jack zbiera te skarby, by później robić tak:

Albo tak:

Albo, gdyby akurat zamiast na wakacjach znalazł się klubie, tak:

embed

Prawda, że słodko? A jeśli macie jakieś alternatywne przemyślenia na temat "Jack Wilshere i tysiące par majtek" - nie wstydźcie się komentować.

queenerica

Więcej o: