Zawsze, jak mamy dużo pracy Camille Lacourt musi wrzucać gorące zdjęcia na swojego facebooka

Mały, wstrętny attention seeker.

I co gorsza - attention finder. Ostatnio też tak było. A my naprawdę mamy dzisiaj tyle pracy, i zupełnie nie w planie zachwycanie się boskim obliczem, czarodziejskim uśmiechem i rzeźbionymi mięsniami francuskiego pływaka. Musimy napisać o kwalifikacjach do Euro 2012, o Eurobaskecie, o zakończonych w niedzielę lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Daegu, o ślubie Novaka Djokovicia i US Open, o szkółce Barcelony w Polsce... ale jak włączamy komputer, wchodzimy na facebooka i widzimy coś takiego...

...albo takiego...

...to po pierwsze - nie możemy tego tak po prostu zachować dla siebie (a w ogóle, jeśli tak wygląda grudzień to niech trwa wiecznie), a po drugie - jesteśmy już potem przez cały dzień rozkojarzone, rozbite, zamyślone, rozmarzone, sypiemy sól do herbaty, gapimy się w okno nieobecnym wzrokiem, i smarujemy dżem kanapkami zamiast na odwrót...

Więcej o: