Ktoś, po kim byście się tego raczej nie spodziewały, wystąpił właśnie w teledysku

No my się trochę przestraszyłyśmy.

No bo jak to Kimi Raikkonen w teledysku? Że co, osadzą go gdzieś w fabule, dadzą jakąś scenkę, rólkę? Miłosną? Każą mu kogoś dotykać? Robić smutne miny? Robić radosne miny? Patrzyć  czule w oczy? Całować? No co, pamiętacie jeszcze teledysk z Torresem?

 

Na całe szczęście Kimi w teledysku fińskiego piosenkarza tak właściwie gra siebie samego. Fiński piosenkarz zwie się Arttu Wiskari i tak opowiada o pozyskaniu wyjątkowego gościa do swojego klipu:

To takie niesamowite, że mamy Kimiego. Ciągle mam gęsią skórkę z tego powodu. Znam Kimiego przez wspólnego znajomego. Przyjaźnie się z jego dawnym mechanikiem i wspólnie zadzwoniliśmy do niego z propozycją pracy.  Kimi przesłuchał mojej płyty, piosenki mu się spodobały, zgodził się na występ. Spotkaliśmy się później i długo rozmawialiśmy o muzyce.

To co, gotowe?

 

Nie wiemy jeszcze dlaczego Kimi przybiera triumfalne pozy na przewróconym samochodzie ze spanikowanym piosenkarzem w środku, ale: ściąga kask i macha do nas - wystarczy.

(A za cynk dziękujemy serdecznie Sylwii ).

Więcej o: