Z cyklu: Ciacho Niedoceniane - Erik Lamela

Czyli najświeższa kandydatura do naszej poniedziałkowej rubryki podszyta podświadomą tęsknotą za dawno niewidzianym u nas Cristiano, bądź słabnącej z tygodnia na tydzień odporności na argentyńskie wdzięki. Albo jednym i drugim.

Dlaczego podszyta podświadomą tęsknotą za urokiem Cristiano ? Ano, możemy teraz rozwodzić się nad błyszczącymi się w obu uszach brylancikami, nad jaśniejącymi od znanego specyfiku do pielęgnacji włosami, odwzajemnionej miłości do promieni słonecznych, ale nam wystarczyły zaledwie dwie sekundy jakie potrzeba na wpisanie nazwiska "Lamela" do wikipedii i zarejestrowanie zmysłem wzroku zdjęcia-wizytówki, by stwierdzić oczywistość tej teorii.

embed

Tymczasem Cristiano Ronaldo zastanawia się, czy go jeszcze pamiętamy (nie mówiąc już o kochaniu)>>

Dlaczego słabnącej z tygodnia na tydzień odporności na argentyńskie wdzięki? Nie zdążyłyśmy jeszcze przywitać tlenu na powrót w naszych płucach po niedawnych zachwytach nad Sergio Romero, a los, w konkretnej osobie ciachoczytelniczki Lidki , podsyła w progi naszej redakcji kolejnego rodaka Messiego.

Zobacz Sergio Romero, który złamał serce redaktorki Mariny>>

Nie myślcie jednak, że jesteśmy tutaj Kolumbem, a Erik Ameryką. Jego nieprzeciętny talent został odkryty już dużo, dużo wcześniej i to przez samego prezydenta FC Barcelony, Joana Laportę, gdy Erik miał zaledwie 12 lat. I choć propozycja finansowa byla intratna, a wizja edukacji w La Masii bajeczna Lamela został ostatecznie przekonany do pozostania w swoim rodzimym River Plate,gdzie występował odkąd zdmuchnął osiem świeczek na urodzinowym torcie. Rozstanie z nim przyszło jednak prędzej niż później - impulsem okazał się spadek zespołu do drugiej ligi, owocem? podpisany kontrakt z Romą, która na naszych oczach staje się najbardziej ciachowym zespołem Serie A (pozdrawiamy, Bojan!)

Z innych pobieżnych informacji:

Erik ma zaledwie dziewiętnaście lat, choć może w porównaniu do innych bohaterów tej rubryki powinnyśmy to "zaledwie" zamienić na "aż".

Koledzy wołają na niego pieszczotliwie "Coco", co (jak twierdzimy po zaznajomieniu się z hiszpańskim słownikiem) może zdradzać jego nieprzeciętnie wysokie umiejętności w dziedzinie odbijania na główkę.

Był nadzwyczaj uroczym dzieckiem z rozkładającym na łopatki spojrzeniem niewiniątka, która zostało mu do dzisiaj.

Kiedyś nosił obciachową grzywkę, a klatę zawsze chował pod koszulką, ale to już dawno i zdecydowanie nieprawda.

I na koniec, odetchnijcie z ulgą - na wyrażenie "erik lamela grilfriend" google reaguje błogą ciszą. Och, jakże błogą.

I naprawdę chciałybyśmy zapytać Was tradycyjnie "Ciacho czy nieciacho", ale zważając na zaistniałe okoliczności to chyba nie ma sensu. Wolimy spożytkować działalność naszej klawiatury na jedno długie "Awwwwwwww"

Marina

P.S. Mimo wszystko czy ktoś nam może powiedzieć o co chodzi w tym zdjęciu i dlaczego tam wiszą złote bombki?

Więcej o: