Tymczasem Zbyszek Bartman wraca do zdrowia

I snuje kolejne teorie spiskowe na temat okoliczności swojego urazu.

Przypomnijmy, że za naderwanie mięśnia łydki z meczu przeciwko Bułgarii w Final Eight rozgrywek Ligi Światowej obwiniano już nieszczęsnego czarnego kota, którego Zbyszek próbował pogonić z drogi do spółki z Piotrkiem Gruszką.

Zobacz: To wina kota!

W rozmowie z Przeglądem Sportowym , ojciec Zbyszka, pół żartem, pół serio, przekonuje nas, że kontuzja jego syna to wynik pecha właśnie. Kilka faktów: było to trzynaste spotkanie Bartmana w Lidze Światowej, do nieszczęśliwej sytuacji doszło o godzinie 22:13, w trakcie trwania finałów Zibi mieszkał w pokoju numer 413 z Michałem Kubiakiem, który, no zgadnijcie jaką liczbę na koszulce nosi. A jakiejś drabiny albo kominiarza tam nie mieli?

Najważniejsza informacja przekazana przez Leona Bartmana jest jednak taka, że Zibi powoli, powoli wraca już do zdrowia:

Gdy inni kadrowicze odpoczywali an wakacjach, Zbyszek całymi dniami jeździł od jednego do drugiego specjalisty i walczył o jak najszybszy powrót na boisko. Wczoraj zaczął już chodzić bez pomocy kul, lecz przed nim jeszcze sporo pracy. Czy zdąży na Euro? Nie wiem, wiem za to, że nie będzie chciał wrócić za wszelką cenę, bo może go to zbyt wiele kosztować.

Trzymajmy kciuki!

Więcej o: