GloBall 2012. Kenia is coming

Angielskie tytuły coraz bardziej wynikają z języka, którym wszędzie w Afryce się porozumiewamy. Oczywiści czasami przechodzimy na język migowy, znamy po kilka słów w suahili, a czasami rozmawiamy z miejscowymi po polsku - ale to angielski jest standardem językowym wyprawy. Dlatego Kenia is coming.

Dowiedz się więcej o wyprawie GloBall 2012 >>

Granica Tanzania - Kenia jest oazą spokoju i miejscem kojącym nasze zmysły.

Władcy Much

Turyści z Zachodu odsuwają się od nas w kolejce i zerkają z niepokojem - 10 brudnych, zakurzonych i spalonych słońcem obdartusów (Marchewa została w samochodzie) wygląda jak banda rabusiów, niezgodna z normami Unii Europejskiej. Już po raz drugi to widzimy i czujemy - Oni - wyprasowani, w bialutkich koszulkach, my - jeszcze bardziej utytłani niż w Ngorongoro. Antek wpadł w bagno, i na granicy przebywanie w jego obecności wymaga sporej odwagi i samozaparcia.

Akcja z bagnem była naszą ostatnią przygodą w Tanzanii - załoga Daihata postanowiła sprawdzić, jak się jeździ po klasycznym afrykańskim, efektownie spękanym korycie rzeki. Okazało się, że nawet wyschnięta rzeka wciąż ma coś wspólnego z wodą.

Spękany grunt ustąpił pod ciężarem Daihata, no i zaczęło się - wreszcie - jakieś wyciąganie. Wreszcie, bo my lubimy wyciągać się z błota, zwłaszcza takiego :) Akcja ratunkowa trwała, gdy na plan wkroczyła nasza dzielna ekipa filmowa. To wtedy właśnie Antoś postąpił jak Daihat, i postawił swą stopę na spękany grunt.

A spękany grunt - jak sama nazwa wskazuje - służy do pękania. Więc pękł, a pod spodem było super błoto. Na granicy nie tylko brzydko wyglądamy, ale też brzydko od nas pachnie. Co na szczęście w niczym nie zakłóca procedury wpuszczania nas do piątego kraju na trasie.

Zobacz filmy z podróży po Afryce - GloBall 2012 >>

Atmosfery wjazdu GloBall na granicę dopełniają czaszki krów, znalezione na sawannie w Tanzanii i zamontowane na samochodach w roli trofeów. Nie tylko my obrastamy Afryką, nasze samochody jak najbardziej również. Niezmiennie interesują ludzi, u niektórych budząc nawet żywe emocje i szacunek.

Ma to wszystko wpływ na naszą uliczną siłę przebicia. Gdy opadają nas graniczni handlarze i przekupnie, umiemy już sobie z nimi sprawnie poradzić - a to jeden z elementów egzaminu na otrzaskanego podróżnika przez Afrykę.

Jak to się robi? Nie jest to łatwe - handlarze i naganiacze stosują kilka sprawdzonych metod, z których najbardziej perfidne to cierpliwość, natarczywość i wywoływanie wyrzutów sumienia.

By przebić się sprawnie przez tłum cwaniaków, nie trzeba absolutnie być agresywnym. Należy przejąć inicjatywę. Gdy wjechaliśmy samochodami w tłum, było widać i czuć, że nie jesteśmy normalnymi turystami, co nieco osłabiło "ich" pewność siebie. Ale tylko na chwilę. Gdy jednak zaatakowaliśmy pierwsi, zrobiło się całkiem śmiesznie. Zanim zdążyli otworzyć usta i wyrzucić z siebie " hello mister where are from?" - zrobiliśmy to pierwsi. Już po chwili próbowaliśmy namówić handlarzy do zakupienia od nas naszych czapek, krowich czaszek, spodni i innych gadgetów, oczywiście po wysoce nierozsądnych cenach.

Młody Masaj z taboretem, który pędził by nam go sprzedać, został profilaktycznie zaatakowany naszą własną ofertą sprzedaży masajskich, wypasionych foteli (mamy już na stanie trzy takie wygodne cudeńka) i ich zawrotną ceną. Całkowicie zbiło go to z tropu. Po chwili tłum wokół nas przerzedził się i przekupnie, zniechęceni, całkowicie nam odpuścili. Takie rzeczy dzieją się dopiero po 5 tygodniach na czarnym lądzie ;-) Zastosujemy tę metodę jeszcze nie raz, z coraz lepszym skutkiem. Zaskoczyć miejscowych - to świetna taktyka. Trzeba narzucić własne reguły gry, jak w piłce.

Granicę przekraczamy - jak to w Afryce dotąd - zostawiając swoje odciski palców i skany twarzy (serio!) - bez żadnych problemów. Notabene, frapujący jest dla nas tak wysoki poziom kontroli ruchu granicznego w odniesieniu do nas, skoro za naszymi plecami w całkowicie niekontrolowany sposób z obu krajów przelewa się tłum ludzi, których kompletnie nikt nie sprawdza, nie zatrzymuje i o nic nie pyta. I to nie tylko na tej granicy.

Jesteśmy w Kenii!!! Czas dowiedzieć się, dlaczego większość białych to właśnie stąd próbuje wyruszyć i poznać Afrykę.

Ciąg dalszy artykułu znajdziesz na GloBall.pl ?

Więcej o: